piątek, 13 grudnia 2013

Wieczorek afrykański w XXIII LO


Od czego by tu zacząć…


Wszystko zaczęło się od pomysłu, że może warto opowiedzieć młodzieży o mojej podróży :-) Co prawda już raz opowiadałam moim licealistom o mojej afrykańskiej przygodzie, moi znajomi w urodziny również widzieli zdjęcia… ale nie miałam jeszcze okazji opowiedzieć o tym moim gimnazjalistom.

Zawsze chciałam pojechać do Afryki. I udało się! A dziś mogłam podzielić się wrażeniami z moimi dawnymi uczniami. Oprócz wysłuchania afrykańskich opowieści, gimnazjalistki (bo przybyły całe trzy :-) miały okazję obejść szkołę, poczuć się przez chwilę trochę starsze. (Paula dziękuję za bycie oprowadzaczem! :-)

Można było kupić afrykańskie rękodzieło – co oczywiście zrobiłam i dostać kalendarz na nowy rok.
Wszystkie afrykańskie gadżety użyczone od Stowarzyszenia Misji Afrykańskich
Zawsze chciałam odwiedzić Afrykę. 
Chcieć, to móc! 

I tak pozwolę sobie zakończyć dzisiejszy post.
Padam z nóg :-)


środa, 20 listopada 2013

Ach ta dzisiejsza młodzież…



Dlaczego taki tytuł? Bo właśnie w minioną sobotę wybrałam się z młodzieżą z mojej szkoły na wycieczkę do Torunia. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie skład ekipy i entuzjazm, który nam się wszystkim udzielił. Wycieczkę zaplanowałam od A do Z. Zabrałam zainteresowanych uczniów i… się działo :-)

„Jestem doradcą zawodowym” – to zdanie wypowiedziałam po raz pierwszy w tę sobotę. Choć studia z doradztwa zawodowego ukończyłam w czerwcu, to do tej soboty nie określałam siebie mianem „doradcy”. Zawsze lubiłam słuchać tego co inni mają do powiedzenia, lubiłam zadawać pytania, uczestniczyć w procesie odkrywania drogi życiowej, czy to swoich uczniów, czy to przyjaciół i znajomych. Nigdy, jednak, nie byłam oficjalnie doradcą, a raczej obserwatorem zmian a nierzadko również ich inicjatorem.

Zafascynowana Metodą określania profilu motywacyjnego DNA postanowiłam, na podstawie testu zaprojektowanego przez Tamarę Lowe, przygotować warsztaty dla moich licealistów. Pomysł narodził się w nocy, z czwartku na piątek, jakiś miesiąc temu. Gdy w piątek poszłam do pracy od razu wiedziałam, że plan chcę zrealizować! Potrzebowałam tylko zgody mojego pracodawcy i grupy chętnych uczniów. Z pierwszym nie było problemu (mam niezwykle wyrozumiałą szefową), drugie okazało się jeszcze łatwiejsze. I choć myślałam, że to pierwszoklasiści będą chętni, to zaskoczyli mnie uczniowie klasy drugiej. Z grupą siedmiu osób, moim bratem i przyjaciółką wyruszyliśmy o 6:15 do Torunia.

Najpierw warsztaty, później gra miejska (w języku angielskim) po starówce, potem film w Planetarium, obiadek w McDonaldzie i wieczorne spacery po Toruniu… Działo się! Integrowało się! Jestem pełna podziwu dla „tej dzisiejszej młodzieży”!
Kobieta z klasą :-)
Pozdrawiam i do następnej wyprawy,
Milena

Z osiołkiem

niedziela, 29 września 2013

Makutano - zaczynam coś nowego! :-)

Witam po długiej przerwie :-) 

Podobno podróżnicy dzielą się na tych, którzy kochają Afrykę i na tych których fascynuje Azja. Ja należę do pierwszych, choć Afrykę kochać dopiero się uczę. Wczoraj i dziś uczestniczyłam w warsztatach o edukacji globalnej (więcej informacji tutaj i tutaj*) i próbowałam zrozumieć o co chodzi z tym Globalnym Południem (!).

Kilka słów o projekcie: Będzie trwał dwa lata, będziemy tworzyć materiały, które będzie można wykorzystać na zajęciach (nie tylko języka angielskiego), będziemy współpracować z ludźmi, którym się chce! Kocham entuzjastów, bo wnoszą radość i chęć działania. 
zdjęcie ze strony: https://www.facebook.com/makutanojunctionEU
Tyle na dziś, bo padam ze zmęczenia. Jednak 8h w sobotę i 5h w niedzielę robią swoje! 

Polecam zapoznanie się z serialem na youtubie: http://youtu.be/WjwuveQiaS4 

Całuję,
Milena 

p.s. Kochani moi uczniowie, możecie być pewni, że z serialem spotkamy się na zajęciach :-) 


*ja też googlowałam przed warsztatami :-)

wtorek, 27 sierpnia 2013

Europejska objazdówka :-)

Witam po przerwie :-)

Myślałam o tym, by po Afryce skończyć pisanie, ale jak widać PISANIE WCIĄGA :-)
Myślałam, by zmienić adres, ale już mi to odradzono.

Zostaję więc na www.milenawafryce.blogspot.com choć chcę pisać jeszcze o innych moich podróżach. Dziś będzie o naszym szalonym tygodniu po Europie.

W siedem dni odwiedziliśmy Belgię, Francję, Włochy, Lichtenstein, Monako i Niemcy. Choć prawdę mówiąc część z tych państw po prostu przejechaliśmy…

Zacznę może od tego, że mój braciszek przyjechał po mnie do Brukseli w poprzednią niedzielę. Nasza trasa wyglądała mniej więcej tak:
- niedziela (Ressaix)
- poniedziałek (SHAPE)
- wtorek (Bruksela)
- środa (Paryż)
- czwartek (Marsylia)
- piątek (Marsylia, St. Tropez, Monte Carlo)
- sobota (Włochy, Francja, Lichtenstein)
- niedziela (z samego rana dotarliśmy do domu)

Podróż ta była niezwykle sentymentalna, bo w SHAPE spotkałam moich nauczyli z liceum, w Paryżu podziwiałam uliczki, które znam na pamięć, a w Marsylii piękny błękit i lazur!


W Paryżu :-)
Pod niebem Marsylii :-)
Jeszcze nie poukładałam sobie wszystkiego w głowie i sercu po powrocie z Burundi, więc i sentymentalna europejska podróż czeka na swoją kolej. Wiem jedno LUBIĘ PODRÓŻOWAĆ :-)
Piękno natury (gdzieś na trasie) :-)
p.s. Dziękuję wszystkim, którzy odbyli tę podróż ze mną. Dziękuję za wszystkie miłe słowa :-) Zachęcam do śledzenia bloga, bo choć wpisy będą mniej systematycznie zamieszczane, to nadal będę chciała się dzielić moim wrażeniami z podróży – małych i  dużych.

sobota, 17 sierpnia 2013

Ostatnia noc w Buyenzi :-)

Witam serdecznie (jeszcze z Burundi)!

Jest czwarta nad ranem, a ja już nie mogę spać. Ciepło, wręcz bardzo ciepło... 

Za osiem godzin będę na lotnisku, za dziesięć i pół mój samolot będzie opuszczał Burundi. 

Ca zabiorę ze sobą? 
  • garść wspomnień
  • gigabajty zdjęć
  • ciężką walizkę
...i tęsknotę. 

 
Chłopaki z Buyenzi - wieczorek pożegnalny w Ubuntu

czwartek, 15 sierpnia 2013

Pierwsze podsumowanie :-)



Jambo!

Czas zacząć podsumowanie mojego pobytu w Burundi, bo już w sobotę wylecę z powrotem do Europy.

Nauczyłam się:
- żyć wolniej (buhoro, buhoro!)
- zostawić pracę, by posiedzieć z kimś, kto akurat przyszedł (w sobotę zostawiłam pranie, by spędzić czas z Ernestem i Chantal)
- że można wyjść z domu w spodniach, które są już brudne :-)
- że jeśli jestem dwie minuty po godz.8, to nie jestem spóźniona, spóźnienie się zaczyna kiedy uczeń przyjdzie po nauczycielu :-)
- kochać ludzi tak bardzo innych ode mnie
- doceniać to co mam

Będzie mi brakowało:
- Bogusia (naszych rozmów o wszystkim, jego troski o mnie)
- całej bandy Ojców Białych, wszystkich siostrzyczek, braciszków i księży, których tu poznałam (tej normalnej, radosnej twarzy polskiego kościoła w Burundi!)
- Pawła (jego dobrego serca i jego dobrych ciast)
- Bernardowego „Bwakeye d’abord?” :-)
- Walterowego kapelusza i rozmów przy stole (między posiłkami)
- George’owego sprawdzania cukru i chwalenia się które z nas ma lepszy…
- Damienowego uśmiechu
- Hugo i jego rysującego się na twarzy podenerwowania
- Jeanine (gdyby nie ona, byłoby mi tu trudniej), jej maleństwa, które pokochałam jak swoje :-) …kocham dzieci, nie da się ukryć :-)
- moich uczniów, szczególnie moich chłopaków, z grupy zaawansowanej
- potwornie zimnego basenu w hotelu vice prezydenta
- gościnnego Buyenzi, w którym zawsze się czułam jak u siebie

Nie będę tęskniła:
- za „umuzungu” na każdym kroku
- za „fievre typhoide”, rewelacjami żołądkowymi i komarami, które straszą malarią :-)
- dziwnym zielskiem gotowanym przez naszego kucharza :-)

Mogłabym tę listę kontynuować, ale trzeba się jeszcze zająć przygotowaniem imprezy na zakończenie kursu.
Pozdrawiam,
Milena

p.s. Jeśli ktoś chciałby płytę DVD z koncertem chóru z kościoła w Buyenzi, to niech da znać… w taki sposób można realnie wspomóc ludzi stąd! Płyta nie jest droga, a zawsze będzie to jakiś wkład w polepszenie życia naszych – jakby nie było – współbraci w wierze :-)
Misiek brudny i zmęczony - wracamy do domu! :-)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Zdjęcia z podróży :-)

Kochani,
dzieje się dużo, ale nie za bardzo mam kiedy pisać :-) 
Obiecuję, że się poprawię... jakoś na dniach... 
A póki co kilka zdjęć z podróży.
Buziak, 
Milena 

Świnia na rowerze
Podjazd pod górkę :-)
Reklama stworzona przez... Polaków - "Jedna historia, jedno piwo" (na 50-lecie piwa Primus)

A tu tylko jeden przyczepiony :-)
Patent na dziurę w asfalcie - żeby nikt w nią nie wpadł, wkłada się jakieś gałęzie :-)
W drodze do pracy - te krówki i byczki spacerują po ryżu :-) Następnym razem jak pomyślicie o ryżu, przypomnijcie sobie tan widok :-)
Gitega - zaraz obok rynku (kobiety zawsze podróżują z tyłu... przyznam szczerze, że jeszcze kobiety prowadzącej rower nie widziałam)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Kirundo, Gasura i KAMARAMAGAMBO!


Amahoro! :-)


Zacznę od końca. W sobotę wieczorem przybyliśmy do Kamaramagambo! Sama nazwa jest już magiczna :-) Poranek i wczesne niedzielne popołudnie spędziliśmy w tym magicznym miejscu na północy Burundi. Może nie byłoby w tamtym miejscu nic specjalnego, gdyby nie Didace (ksiądz diecezjalny). Niesamowity człowiek, który zadbał o każdy szczegół naszego pobytu. Wyspałam się, zjadłam banany w marchewkowo-cebulowym sosie (oczywiście nie mówię o słodkich bananach), poznałam jego parafian (znów przemawiałam do tłumów po francusku), ale przede wszystkim podziwiałam podejście xDidace’a do zarządzania parafią – żelazną ręką z miłością. Mszę świętą zaczął równo o 10 :-) ...przywykłam już do afrykańskiego czasu, czyli wszystko przynajmniej pół godziny później, a tu zaskoczenie! Wszystko na czas! Didace przyzwyczaił swoich parafian do punktualności, bo szanuje swój czas i czas swoich parafian!
Z Didace'm i jeszcze jednym księdzem, którego imienia niestety nie pamiętam :-(
Kaplica dojazdowa w środku
Po Eucharystii byłam małą atrakcją turystyczną. Jak wyszłam z kościoła, to miałam całą grupkę dzieci, która podążała za mną. Nie są przyzwyczajeni do Europejczyków :-) …więc dzieciaki przywitały mnie entuzjastycznie, podając ręce i bacznie mi się przyglądając.
 
Dzieciaki i nie tylko :-) ...tak tak... oni się na mnie patrzą :-)
To teraz mogę wrócić do piątku i soboty. W piątkowe popołudnie wyruszyliśmy z naszego domu w Gitedze do Gasura (do Sióstr Karmelitanek od Dzieciątka Jezus). S.Claudine i s.Anesie oprowadziły mnie po szpitalu, w którym pracują, pokazały kościół prowadzony przez ksawerianów. 
Siostry z Gasura :-) (s.Anesie i s.Claudine)
Dom Sióstr Karmelitanek od Dzieciątka Jezus w Gasura
Kościół prowadzony przez Ksawerianów
W sobotę rano ruszyliśmy nad jezioro. Ptaków nie podziwialiśmy, bo spotkać je można tylko wcześnie rano i późno wieczorem :-) …za to posiedzieliśmy nad jeziorem, spotkaliśmy się z siostrami z lokalnego zgromadzenia Bene Tereziya i… kupiłam domek z papirusu!

Z siostrą Gaudiose nad Jeziorem Cohoha
Boguś z moim domkiem
Przy lokalnym piwku - nad Jeziorem Cohoha
Tak nam minął weekend. Rano znów do pracy.
Kolorowych snów i dobranoc!
IJORO RYIZA! TUZO SUBIRA!*

Milena

p.s. Kochani, jeśli czytając mojego bloga myślicie o przybyciu do Burundi, to dajcie mi znać :-) 


*Dobrej nocy! Do zobaczenia! 

poniedziałek, 29 lipca 2013

Święcenia kapłańskie Amadeusza i gorące żródełko :-)



Witam po ponad tygodniowej przerwie,

Im dłużej tu jestem, tym bardziej przyzwyczajam się do tego miejsca. Coraz mniej mnie dziwi i muszę przyznać, że polubiłam Gitegę :-) W nocy z soboty na niedzielę śniło mi się, że tu zostałam.

Polubiłam to miejsce, bo coraz więcej ludzi tu znam. Choć nadal często słyszę „umuzungu”, to już tak bardzo mnie nie irytuje jak na początku.

W sobotę byłam na święceniach kapłańskich Amadeusza (tak naprawdę Amedee, ale ponieważ ten karmelita mówi bardzo dobrze po polsku, to i jego imię spolszczyliśmy :-). Zawsze mnie cieszą święcenia, bo potrzeba nam dobrych kapłanów!

Amedee z biskupem
Polski akcent - o.Sylwester i o.Bogusław
Przed założeniem ornatu
Burundi będzie mi się zawsze kojarzyło z wieloma zakonami, męskimi i żeńskimi, bo już wiele z nich odwiedziłam. Wciąż i na nowo zachwycam się radością, którą obserwuję w trakcie mszy świętej, podczas spotkań przy kawie, czy piwie. Zachwycają mnie ludzie poświęceni Bogu! Uderza mnie ich normalność i otwartość! Dziękuję Temu-Na-Górze za tych ludzi, których miałam okazję spotkać. 
Z Amadeuszem :-)
W niedzielę usłyszałam wiele słów, które mocno trafiły do mojego serca. Zacznę może od tych, które usłyszałam wieczorem: „Sama obecność wystarczy”. Bo choć nic nie załatwiliśmy, to przynajmniej się spotkaliśmy z Franciszkanami! Ileż w tym prawdy. I gdzie ta obecność w Europie? Polsce? Do życia najbardziej potrzeba drugiego człowieka, by mieć dla kogo i z kim żyć. Niby to takie oczywiste, a jak łatwo o tym zapomnieć.

Tyle o habitowcach :-)

Przejdźmy do mniej sakralnej części niedzieli...

W niedzielne poranko-popołudnie byliśmy przy źródle termalnym. Oboje z Bogusiem myśleliśmy, że to będzie jakieś duże miejsce… a tu…

Pralnia u źródła :-)
Kąpielisko :-)
Patience - córka Rvugusiego
Dzięki tej podróży miałam okazję poznać jeszcze bardziej Rvugusiego i jego rodzinę. Opowiadał o tym jak w trakcie wojny uciekał, o głodzie jakiego doświadczył… Po takich doświadczeniach można zamknąć się na drugiego człowieka, a można jak Rvugusi pomagać wszystkim, którzy są wokół niego. Krótka charakterystyka: facet w wieku koło 40+ lat (ale mogę się mylić), żonaty, ma tylko jedną córkę. Córka ma na imię Patience, bo długo na nią czekali. Jego dom jest pełen dzieci, bo w Afryce jeśli powodzi ci się dobrze, to kształcisz całą rodzinę. Razem z nim mieszkają córki jego siostry, czy innych kuzynek. Taki dobry wujek :-) Niesamowity człowiek, który umie się dzielić tym co ma.
Z Rvugusim i jego żoną
Piknik :-)

Panie Boże, naucz mnie takiej otwartości na drugiego człowieka jakiej dziś doświadczyłam od innych! Amen!

Całuję,
Milena




niedziela, 21 lipca 2013

Oświadczyny :-)



Witam weekendowo!

Od czego by tu zacząć? Znów jestem w Bużumburze. Nie ma to jak STOLICA! :-)

Przyjechaliśmy w piątek wieczorem. Boguś załatwia sprawy, spotykamy się z ludźmi… spędzam miło czas. W sobotę widziałam się z Jean-Claudem… i tu zaczyna się pierwsza przygoda. Jak już wcześniej zapewne wspominałam, to bardzo sympatyczny facet. Ja raczej należę do ludzi otwartych na drugiego człowieka i okazuję radość ze spotkania. Ci z Was, którzy znają mnie trochę dłużej wiedzą też, że nie angażuję się zbyt szybko uczuciowo :-) …potrzeba jednak trochę czasu, by zaufać, poznać i w końcu pokochać. Tym bardziej wyznanie Jean-Claude’a mnie przytkało. Na początek dostałam od niego biżuterię z kości słoniowej, po czym usłyszałam, że ożeniłby się ze mną, gdyby miał pieniądze.
Biżuteria z kości słoniowej
Zadziwia mnie fakt, że wystarczyły mu trzy tygodnie, by coś takiego wykrztusić z siebie. Oczywiście, najpierw zaniemówiłam, ale chwilę później mu odpowiedziałam, że tu nie chodzi o pieniądze, a raczej uczucie i zaangażowanie. No cóż, ja nie zamierzam się angażować :-)

Teraz będzie małe wyznanie: jestem biała! Dla Afrykańczyka, jestem szansą na wyrwanie się z tego małego i pięknego kraju. Trudno mi więc uwierzyć w gorące uczucie :-) …a może po prostu upał Bużumbury uderzył drogiemu Claude’owi do głowy! Z resztą, czy Afrykańczyk byłby szczęśliwy w Polsce?

Jean-Claude, to jedna historia, Jean-Pierre, to druga. Jean-Pierre to mój uczeń, ma 29 lat jest mocno chętny do nauki i ma gadane :-) Lubię go, choć ja zwykle lubię moich uczniów, tak jakoś z automatu. W piątek mnie zapytał kiedy wrócę do Burundi. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że może nigdy. Po czym usłyszałam, że przecież mogłabym zostać i uczyć na uniwersytecie w Bużumburze. Ciekawa alternatywa dla mojego warszawskiego życia :-) Jean-Pierre oczywiście nie poprzestał tylko na tych projekcjach, powiedział, że gdybym tu została, to przecież mogłabym tu znaleźć kogoś z kim chciałabym spędzić życie, zaręczyłabym się i pewnie żyła długo i szczęśliwie… (przepowiednia babci się zaczyna spełniać :-)
Moi uczniowie dzielnie piszą test - ten w żółtym to Jean-Pierre :-)
Lubię tych ludzi coraz bardziej! I tak sobie myślę, może by tak zostać? 
Tylko jeszcze nie zdecydowałam z którym z nich i gdzie.

Jean-Claude czy Jean-Pierre?
Bużumbura czy Gitega? :-)

Buziak,
Milena

p.s. pozdrawiam mojego Tatusia szczególnie... i nieśmiało pytam, jak się zapatruje na zięcia z Burundi? :-)

środa, 17 lipca 2013

KIRUNDI - lekcja pierwsza



Miriwe! 

Mija kolejny tydzień nauczania.

Od poniedziałku mam jeszcze jedną grupę. Poziom mocno początkujący! Ale po początkowych trudach, zaczęło się robić fajnie! Trzeba było znaleźć sposób… Mój sposób: SKACZEMY! Myślę, że są mocno zdziwieni, że nauczyciel skacze razem z nimi, ale już taka jestem! Lubię dziwić i szokować!

Dziś nauczyli mnie moi uczniowie jak powiedzieć: 
KOCHAM CIĘ – NDAGUKUNDA

Ja oczywiście nauczyłam ich też jak po polsku trzeba tę frazę wypowiedzieć i muszę przyznać, że pojętnych mam uczniów!

Oczywiście nauczyłam się innych bardzo użytecznych słów:
TYŁEK – IGISUSU
DUPA – INIO

Z takich, które może użyję od czasu do czasu:
BWAKEYE – DZIEŃ DOBRY (myślałam, że przez cały dzień ALE! tylko rano)

Jeden z uczniów (Hassan) przesłał mi Bluetoothem, dwie piosenki w języku kirundi. Słucham więc teraz burundyjskiego reggae :-)

Przed chwilą, po kolacji Louis (seminarzysta!) nauczył mnie jak powiedzieć:  
DOBRANOC – IJORO RYIZA

Kolorowych snów! Całuję w czółka,
Milena

p.s. jak tak dalej pójdzie, to poznam wszystkich seminarzystów, zakonników, księży i siostry zakonne w okolicy... Panie Boże, STARCZY! :-) 

Moja radosna twórczość nauczycielska
Basile, Wilson i Danny
Gdyby ktoś z Was chciał się trochę pouczyć języka kirundi to zapraszam na stronę http://angleterrerwanda.blogspot.com/2007/08/kinyarwanda.html to jest jedyna strona, na której znalazłam kilka użytecznych fraz w lokalnym języku. W Rwandzie, używa się tego samego języka co w Burundi.

niedziela, 14 lipca 2013

Karera i Musongati = bardzo dobry weekend



Witam po krótkiej przerwie,

Wróciłam z okolic Rutany, znad wodospadów Karera. Jakże piękne jest to miejsce! Boguś pokazuje mi Burundi z różnych stron, Wodospady Karera, na pewno należą do najpiękniejszych zakątków tego maleńkiego państwa. 
Pierwszy spacer, zaraz po przyjeździe nad wodospady
U podnóża tego samego wodospadu
Uśmiech mówi wszystko!

Nie umiem przelać na papier/klawiaturę komputera tych doznań estetycznych, których doświadczyłam. Był czas na prysznic pod wodospadem, był czas nauki języka kirundi z książką napisaną przez Ojców Białych, był czas na kontemplację piękna Bożego stworzenia, był też czas spotkania drugiego człowieka.

Przy wodospadach spotkaliśmy wielu białych ludzi, bo w sumie chyba tylko ich stać na odwiedziny w tym Parku wpisanym na listę Dziedzictwa Światowego UNESCO. Bilet wstępu kosztuje 10000 FBu ($1=1500 FBu) dla turysty spoza Burundi, 4000 dla obywateli tegoż pięknego państwa.

Myślę, że dla co poniektórych my biali jesteśmy nie lada atrakcją. Kiedy przysnęłam na jednej z półeczek wodospadu, obudziły mnie rozmowy i śmiech kobiet, które nie mogły się nadziwić widząc mnie opalającą się nad wodą. Mam czasami wrażenie, że Burundyjczycy sami odstraszają turystów, gapią się, krzyczą „muzungu”, jak widzą białego, to słychać „donne moi de l’argent” (daj mi pieniądze). Wiem, że są biedni. Ale! Gdzieś trudno mi zaakceptować fakt, że dla nich biały jest synonimem bogactwa. O, moja kochana Polsko! Na twojej ziemi należę do klasy średniej! Wiem, że nie zbawię świata, jeden Zbawiciel już był! Wciąż zadaję sobie jednak pytanie, jak im pomóc? Jak dać wędkę, a nie rybę? Boże jak ja Ci dziękuję, że urodziłam się w Polsce! W dobrobycie (sic!).

Tak bardzo bym chciała zrozumieć, tak bardzo bym chciała pokochać tych ludzi, to państwo! Tak bardzo bym chciała umieć dzielić się swoim bogactwem!

W sobotnie popołudnie dotarliśmy do Karmelitów z Musongati. Cóż to był za wieczór i cóż to była za niedziela! Tyle śmiechu! Tyle radości! Cóż za pozytywni ludzie! Czterech Karmelitów: Br. Ryszard, O. Zbigniew, O. Sylwester i O. Eliasz. Ciekawe towarzystwo! PROSTOTA – to słowo, które opisuje, myślę, że wiernie ich styl życia. A ile pogody ducha! Tak sobie myślę, że Pan Bóg musi mieć niesamowite poczucie humoru! Takich czterech pod jednym dachem!
 
Br.Ryszard i O.Zbigniew ;-)
Dostałam najlepszy pokój w ich domu. W tym pokoju mieszka biskup, jak przyjeżdża na wizytację :-) Jak ja się tam wyspałam! W porze suchej mają prąd przez jakieś trzy godziny wieczorem… więc może właśnie dlatego się wyspałam :-) …byłam odcięta od Internetu, moja polska karta sim nie działa od początku mojego pobytu w Burundi, burundyjska nie umie złapać sieci… chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu nic elektronicznego nie zabierało moich minut życia.
 
Widok z biskupiego okna :-)
Ogród Karmelitów
W Musongati znalazłam pokój i spokój.

I za to Temu-Na-Górze dziękuję.

A teraz idę sypiać, bo rano trzeba wstać do pracy!
Pozdrawiam bardzo ciepło,

piątek, 12 lipca 2013

Dziś pierwszy test!

Będę zamieszczała tutaj też zagadnienia, które zrealizowałam z moim pociechami. Zawsze będę mogła wrócić to tego co już zrobiłam :-) Mam nadzieję, że się nie zanudzicie na śmierć. 

1. tydzień: 
  • vocabulary: 
    • questions and answers: 
      • What's your name? 
      • How old are you? 
      • Where do you live?
      • Where do you come from?
      • How many brothers or sisters do you have? 
      • What time do you... (wake up, take a shower, brush your teeth, get dressed, have beakfast, go to bed)?
      • How are you?/How is life?/What's up? 
      • What do you do?
      • Who do you want to be in the future? 
      • What time is it?
    • alphabet, daily routines, jobs, days of the week, months, cardinal and ordinal numbers
  • grammar: verbs (to have, to be), Present Simple 
Moi uczniowie przy tablicy cz.1
Moi uczniowie przy tablicy cz.2

Test 1 - grupa zaawansowana