Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2015

Mój Paryż :-)

Dlaczego dzisiaj o Paryżu? Bo leży mi na <3 nie od dziś! 

Kiedy na komunikatorach pełno dyskusji i słów wsparcia dla Francji, ja zastanawiam się dokąd zmierza Zachód. Zadaję sobie coraz częściej pytanie, jak będzie wyglądał zachód Europy za 10/20 lat? Czy przed każdym wyjazdem do Paryża będę zastanawiała się gdzie się zatrzymać, by było bezpiecznie? W zeszłym roku byłam w Paryżu, gdy kwiaty na grobach ofiar z Charlie Hebdo jeszcze były świeże. W tym roku chcę pojechać na ferie zimowe. Niepokój jest uzasadniony, choć lęku nie odczuwam. Żyjemy raz! Przeżyjmy to życie, tak by obdarzać się nawzajem szacunkiem. Może po prostu zacznijmy od siebie, od swoich kolegów w pracy, od bycia ludźmi dla innych homo sapiens sapiens :-) 





czwartek, 23 lipca 2015

Biblioteka Celsusa (a raczej jej fasada) :-)

To teraz zabytek po zabytku i nie w kolejności z jaką spacerowałyśmy po ruinach :-) 

Biblioteka ma imponującą wielkość i może gdyby nie fakt, że byłyśmy dobrze ogrzane przez słońce, to spacerowałybyśmy intensywniej i dotknęłybyśmy każdego kamienia. 

Budynek biblioteki powstał dla uczczenia pamięci Tyberiusza Juliusza Celsusa Polemenusa i jako miejsce jego pochówku. Gmach zbudował syn Celsusa, konsul Gajusz Juliusz Akwila, w latach 114-117. Budowę biblioteki ukończyli w 135 r. spadkobiercy konsula - info z Wiki :-)

Za czasów swojej świetności zbiory biblioteczne liczyły około 12 tysięcy zwojów i były umieszczone w szafach rozlokowanych w niszach ściennych. 

Z ciekawostek... podobno w podziemiach były tajne przejścia, które prowadziły do domu publicznego... taki myk :-) 

Biblioteka Celsjusza w tle




poniedziałek, 20 lipca 2015

Turcja na tydzień :-)


„Życie to podróż” – tak brzmi hasło reklamowe biura podróży, z którym się wybrałam do Turcji. Pierwszy raz nie przyswajałam podstawowych słówek i zwrotów, nie uczyłam się o kulturze i historii państwa, do którego miałam się udać. Pierwszy raz również nie snułam planów wyjazdowych. Zdecydowałam się na trzy dni przed wyjazdem. Spontanicznie.

Wylądowałam w Bodrum, w pięknym i niezwykle ciepłym miejscu wśród dużej ilości moich rodaków, garstki Turków, Anglików i Francuzów. Przedziwne to doświadczenie być za granicą i słyszeć swój język na plaży, przy posiłkach, przy basenie… wszędzie :-)

Jakie są plusy wyjazdu z biurem podróży: przede wszystkim nie musisz się zastanawiać jak dojechać do miejsca, w którym chcesz stacjonować, gdzie będziesz spać i co będziesz jeść. I takich wakacji potrzebowałam, bez zastanawiania się.

Takie wakacje rozleniwiają. Sprawiają, że ma się czas na myślenie o sobie. Nie o pracy, nie o problemach innych… sprawiają, że chcesz zatrzymać się i pomyśleć, co dla Ciebie ważne, czego chcesz od życia. I choć może się okazać, że nie znajdziesz odpowiedzi, poczujesz, że warto było zrobić coś dla siebie. Nie musisz gonić za nikim i za niczym.

A nauczysz się nowych rzeczy mimo wszystko, poznasz nowych ludzi choć nie szukasz kontaktu, uśmiechniesz się do siebie siedząc wśród uradowanych ludzi.

A to dopiero półmetek. 

Hotel Crystal - Bodrum
Dziękuję w języku tureckim :-)

poniedziałek, 6 lipca 2015

Radość...

…towarzyszy mi kiedy uczę. Obecna jest każdego dnia w pracy! Jednak jak każdy z nas, czasami potrzebuję odpoczynku, odetchnięcia, zwykłego wolnego dnia. Wtedy też mam więcej pomysłów, przypominam sobie o czym marzę i oddaję się planowaniu.

Obejrzałam ostatnio film „W głowie się nie mieści” (Inside Out) i po raz pierwszy mogę się utożsamić z postacią. Radość jest taka „moja”! Film polecam z całego <3 i planuję go jeszcze zobaczyć po polsku... a w nowym roku szkolnym zrobię zajęcia oparte na tym filmie :-) 

A póki co idę spać :-) 


niedziela, 9 listopada 2014

Zakochałam się w Lyonie :-)


Pewnej sobotniej nocy w sierpniu nie mogłam usnąć. Wtedy też zajrzałam na stronę eTwinningu i zobaczyłam, że uruchomiono zapisy na seminarium w Lyonie. Nie wiedziałam jak zacząć projekt międzynarodowy z eTwinningu, więc stwierdziłam, że wyjazd na seminarium w Lyonie będzie najbardziej efektywnym sposobem dowiedzenia się czegoś więcej. A przy okazji będę mogła poćwiczyć mój francuski. Zapisałam się, zostałam zaakceptowana i przyszedł listopad. Wzięłam urlop bezpłatny (tak, przeszkadza mi to cały czas!) i w piątek wyruszyłam do miasta Guignola i teatru kukiełkowego. 

Już w Warszawie znalazłyśmy się z jedną z Polek, które też wybrały się na to szkolenie. Cudowna postać! Niesamowicie entuzjastyczna nauczycielka angielskiego z Piotrkowa Trybunalskiego. Od razu znalazłyśmy wspólny język i cztery godziny we Frankfurcie – gdzie miałyśmy przesiadkę – zleciały nawet nie wiem kiedy. W Lyonie znalazłyśmy się z jeszcze jedną Polką z Lublina i ruszyłyśmy razem do hotelu. Hotel był super, jedzonko też ale największą przyjemnością dla mnie było spędzanie czasu z ludźmi z całej Europy.

Kocham takie klimaty!

 
Piątek - pierwszy dzień seminarium
Sobota - wieczorne zwiedzanie - katedra
Schody - im wystawniejsze, tym bogatsza rodzina tam kiedyś mieszkała - a wszystko to w traboules - zupełnie jak w bajce, można się przemknąć między kamienicami i nie zostać zauważonym! Cudo!
Ściana w Restauracji "chez Chabert"
Nadal ta sama restauracja - TAK! Z sufitu zwisają kukiełki!
Kasztany (nie jadłam, ale podobno dobre :-)


Moje dzieci już wiedzą:
  •  będziemy pracowali nad projektem, który bada do czego młodzież używa smartfony
  •  grupa będzie międzynarodowa – Francuzi, Włosi, Macedończycy i Polacy
  •  do końca listopada musimy zrobić krótką prezentację Polski, Warszawy, naszego liceum i nas – oczywiście po angielsku!
Toni - Milena - Celine - Maddalena - Lucie - Claire - Emmanuela
Edyta - ja - Anettta :-)
Niedziela - selfie z Florentem :-)
Entuzjazm mnie nie opuszcza! Czego chcieć więcej?! :-)

Lyon z lotu ptaka
A to już Frankfurt :-)
...i lotnisko we Frankfurcie, na którym spędzę kilka godzin :-)

Tyle na dziś. Pozdrawiam z Frankfurtu. 
Jeszcze parę godzin i będę w Polsce :-)
M.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Europejska objazdówka :-)

Witam po przerwie :-)

Myślałam o tym, by po Afryce skończyć pisanie, ale jak widać PISANIE WCIĄGA :-)
Myślałam, by zmienić adres, ale już mi to odradzono.

Zostaję więc na www.milenawafryce.blogspot.com choć chcę pisać jeszcze o innych moich podróżach. Dziś będzie o naszym szalonym tygodniu po Europie.

W siedem dni odwiedziliśmy Belgię, Francję, Włochy, Lichtenstein, Monako i Niemcy. Choć prawdę mówiąc część z tych państw po prostu przejechaliśmy…

Zacznę może od tego, że mój braciszek przyjechał po mnie do Brukseli w poprzednią niedzielę. Nasza trasa wyglądała mniej więcej tak:
- niedziela (Ressaix)
- poniedziałek (SHAPE)
- wtorek (Bruksela)
- środa (Paryż)
- czwartek (Marsylia)
- piątek (Marsylia, St. Tropez, Monte Carlo)
- sobota (Włochy, Francja, Lichtenstein)
- niedziela (z samego rana dotarliśmy do domu)

Podróż ta była niezwykle sentymentalna, bo w SHAPE spotkałam moich nauczyli z liceum, w Paryżu podziwiałam uliczki, które znam na pamięć, a w Marsylii piękny błękit i lazur!


W Paryżu :-)
Pod niebem Marsylii :-)
Jeszcze nie poukładałam sobie wszystkiego w głowie i sercu po powrocie z Burundi, więc i sentymentalna europejska podróż czeka na swoją kolej. Wiem jedno LUBIĘ PODRÓŻOWAĆ :-)
Piękno natury (gdzieś na trasie) :-)
p.s. Dziękuję wszystkim, którzy odbyli tę podróż ze mną. Dziękuję za wszystkie miłe słowa :-) Zachęcam do śledzenia bloga, bo choć wpisy będą mniej systematycznie zamieszczane, to nadal będę chciała się dzielić moim wrażeniami z podróży – małych i  dużych.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Zdjęcia z podróży :-)

Kochani,
dzieje się dużo, ale nie za bardzo mam kiedy pisać :-) 
Obiecuję, że się poprawię... jakoś na dniach... 
A póki co kilka zdjęć z podróży.
Buziak, 
Milena 

Świnia na rowerze
Podjazd pod górkę :-)
Reklama stworzona przez... Polaków - "Jedna historia, jedno piwo" (na 50-lecie piwa Primus)

A tu tylko jeden przyczepiony :-)
Patent na dziurę w asfalcie - żeby nikt w nią nie wpadł, wkłada się jakieś gałęzie :-)
W drodze do pracy - te krówki i byczki spacerują po ryżu :-) Następnym razem jak pomyślicie o ryżu, przypomnijcie sobie tan widok :-)
Gitega - zaraz obok rynku (kobiety zawsze podróżują z tyłu... przyznam szczerze, że jeszcze kobiety prowadzącej rower nie widziałam)