Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pakowanko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pakowanko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2013

Ostatnia noc w Buyenzi :-)

Witam serdecznie (jeszcze z Burundi)!

Jest czwarta nad ranem, a ja już nie mogę spać. Ciepło, wręcz bardzo ciepło... 

Za osiem godzin będę na lotnisku, za dziesięć i pół mój samolot będzie opuszczał Burundi. 

Ca zabiorę ze sobą? 
  • garść wspomnień
  • gigabajty zdjęć
  • ciężką walizkę
...i tęsknotę. 

 
Chłopaki z Buyenzi - wieczorek pożegnalny w Ubuntu

czwartek, 27 czerwca 2013

jeszcze tylko niecałe TRZY dni



Kochani!

Dziś zakończenie roku szkolnego w klasach trzecich gimnazjum. Wróciłam do domu i powinnam zająć się pakowaniem… ale! Przecież nie przyspieszę pralki (by prała moje ubranka szybciej), ani nie zaczaruję żelazka (by za mnie wyprasowało bluzki – i tu rodzi się pytanie: prasować? A może jednak nie prasować? I tak się w walizce pogniecie :-)

Kupka (!) na lewo od stołu rośnie (układam na niej rzeczy, które mam zabrać), a walizka ani odrobinę się nie powiększyła, za to dotarła do mnie sucha krakowska (sztuk 2), śliczna beżowa lniana spódnica (Sylwia! Dziękuję!) i ptasie mleczko (od rady rodziców).

W tle „Mały Książę” i wirująca pralka, w głowie przemyślenia wyjazdowe. Będę miała Internet w pokoju i z tego co wiem, jest duże zainteresowanie moimi kursami w Gitedze! Pierwszy raz od początku (rekrutacji) do końca (realizacji) zaprojektuję kurs językowy i jeszcze będę jedynym lektorem :-) Cieszy mnie to wszystko! Ostatnie spotkania ze znajomymi i już niebawem będę na czarnym lądzie! Pierwszy raz w życiu! Aaaaaa!

Marzenia się spełniają! (Choć czasem długo się czeka :-)
Całuję,
M.


niedziela, 23 czerwca 2013

trudne (mam nadzieję) dobrego początki :-)


Witam serdecznie!

Bezpośrednią inspiracją do powstania tego bloga jest mój wyjazd do Burundi – jak dla mnie – dalekiego kraju, za więcej niż siedmioma górami i więcej niż siedmioma lasami. Już za parę dni wywędruję do tego ciepłego i oddalonego o 1,5 doby państewka.

Zamierzam spędzić tam prawie dwa miesiące. Poza poznawaniem kultury i ludzi, mam zająć się nauczaniem języka angielskiego. Czyli powinnam robić rzeczy, które lubię i na których się znam.

Przygotowania idą pełną parą. Rzeczy, które już zrobiłam: 
  • kupiłam bilet (jakoś w lutym)
  • załatwiłam wizę (co prawda nie swoimi rączkami, ale wklejka w paszporcie jest)
  • zaszczepiłam się przeciwko żółtej gorączce i żółtaczce typu A
  • zrobiłam zapas leków, olejków do opalania (z filtrem 50) i wszelkiej  maści odstraszających komary śmierdzących sprejów
  • kupiłam książkę na poziomie elementary (inne już mam w domu) 
  • zaopatrzyłam się w ubranka, które zamierzam zostawić w Afryce
  • spotkałam się z częścią moich znajomych :-)
  • ...jeszcze tylko zaopatrzę się w prezenty (suchą krakowską i jakieś inne souveniry) i będę mogła powiedzieć, że mam już wszystko.
Problem polega na tym, że mam się spakować w 23kg (bagaż rejestrowany) i 8kg (bagaż podręczny). Chyba znów trzeba będzie usiąść na walizce, by się domknęła :-)


white rabbit :-)
Tyle na dziś. Zważywszy na fakt, że pisanie mnie wciąga, myślę, że jeszcze przed wyjazdem (czyli przed  29. czerwca) coś się jeszcze na tym blogu pojawi.

W tym miejscu dziękuję wszystkim, którzy mnie namawiali do stworzenia bloga :-)

p.s. miś jedzie ze mną (prezent od moich studentów)