Witam serdecznie!
Bezpośrednią inspiracją do
powstania tego bloga jest mój wyjazd do Burundi – jak dla mnie – dalekiego kraju,
za więcej niż siedmioma górami i więcej niż siedmioma lasami. Już za parę dni
wywędruję do tego ciepłego i oddalonego o 1,5 doby państewka.
Zamierzam spędzić tam
prawie dwa miesiące. Poza poznawaniem kultury i ludzi, mam zająć się nauczaniem
języka angielskiego. Czyli powinnam robić rzeczy, które lubię i na
których się znam.
Przygotowania idą pełną
parą. Rzeczy, które już zrobiłam:
- kupiłam bilet
(jakoś w lutym)
- załatwiłam
wizę (co prawda nie swoimi rączkami, ale wklejka w paszporcie jest)
- zaszczepiłam się
przeciwko żółtej gorączce i żółtaczce typu A
- zrobiłam zapas
leków, olejków do opalania (z filtrem 50) i wszelkiej maści odstraszających komary śmierdzących
sprejów
- kupiłam
książkę na poziomie elementary (inne już mam w domu)
- zaopatrzyłam
się w ubranka, które zamierzam zostawić w Afryce
- spotkałam się
z częścią moich znajomych :-)
- ...jeszcze tylko
zaopatrzę się w prezenty (suchą krakowską i jakieś inne souveniry) i będę mogła
powiedzieć, że mam już wszystko.
Problem polega na tym, że
mam się spakować w 23kg (bagaż rejestrowany) i 8kg (bagaż podręczny). Chyba
znów trzeba będzie usiąść na walizce, by się domknęła :-)
 |
white rabbit :-)
|
Tyle na dziś. Zważywszy na
fakt, że pisanie mnie wciąga, myślę, że jeszcze przed wyjazdem (czyli
przed 29. czerwca) coś się jeszcze na tym
blogu pojawi.
W tym miejscu dziękuję
wszystkim, którzy mnie namawiali do stworzenia bloga :-)
p.s. miś jedzie ze mną
(prezent od moich studentów)