Wstałyśmy jak jeszcze była noc, czyli o 4:15 choć budzik
zadzwonił o czwartej. O piątej już byłyśmy przed hotelem gotowe do całodniowej
wyprawy.
Co zapamiętam na dłużej:
- upał (chciałam go wymienić trochę później ale jednak on zwycięża w rankingu rzeczy, które mocno odcisnęły swoje piętno :-)
- domek Maryi (maleńki, podobny do tego, który widziałam w Loreto, miejsce, które z modlitwą ma mało wspólnego, ludzie wchodzą, wychodzą, piszą prośby na kartkach i chusteczkach i wierzą, że jak te kartki spłoną, to modlitwa/prośba zostanie wysłuchana. Uśmiecham się, jak to piszę, bo mam zdecydowanie lepsze połączenie z Górą)
![]() |
| Dom Maryi (więcej info tutaj i tutaj :-) |
![]() |
| Kartki z prośbami |
![]() |
| Kartki z prośbami w całej okazałości |
- ruiny Efezu (niektóre miejsca wymagały użycia wyobraźni, niektóre były ładnie zachowane; było to dla mnie ciekawe doświadczenie, jako że jeszcze nie byłam w Grecji, więc nie mam porównania.)
- kłótnie (…i tu się rozpiszę :-) był to dzień w którym miałam okazję zaobserwować aż trzy małżeństwa mocno niezadowolone ze swojego towarzystwa. Zapomniałam dodać, że hotel, w którym się zatrzymałam jest bardzo rodzinny, więc przeważają małżeństwa z dziećmi, ewentualnie małżeństwa bez dzieci :-) Jedna pani bardzo nie chciała, by jej mąż pił piwo do obiadu (...i wnioskując po twarzy tego pana, pan miał ewidentnie słabą głowę), druga pani nie mogła zapłacić za lemoniadę, bo małżonek oddalił się z gotówką, a trzecia sytuacja... no właśnie nie możemy z Sylwią dojść do porozumienia czy pan krzyczał na panią, czy na swoją córkę. Któraś z nich zostawiła kartę w pokoju, więc cała rodzinka nie mogłaby się dostać z powrotem do pokoju. Wakacje małżeńskie to taki czas gdy niektórzy ludzie spędzają ze sobą za dużą ilość czasu :-) ...a wystarczyłoby być bardziej życzliwym :-) ...a i otoczenie nie musiałoby na te sprzeczki patrzeć :-)
Więcej zdjęć po powrocie do Polski :-)




