Witam po przerwie :-)
Myślałam o tym, by po Afryce skończyć pisanie, ale jak widać
PISANIE WCIĄGA :-)
Myślałam, by zmienić adres, ale już mi to odradzono.
Zostaję więc na www.milenawafryce.blogspot.com
choć chcę pisać jeszcze o innych moich podróżach. Dziś będzie o naszym szalonym
tygodniu po Europie.
W siedem dni odwiedziliśmy Belgię, Francję, Włochy,
Lichtenstein, Monako i Niemcy. Choć prawdę mówiąc część z tych państw po prostu
przejechaliśmy…
Zacznę może od tego, że mój braciszek przyjechał po mnie do
Brukseli w poprzednią niedzielę. Nasza trasa wyglądała mniej więcej tak:
- niedziela (Ressaix)
- poniedziałek (SHAPE)
- wtorek (Bruksela)
- środa (Paryż)
- czwartek (Marsylia)
- piątek (Marsylia, St. Tropez, Monte Carlo)
- sobota (Włochy, Francja, Lichtenstein)
- niedziela (z samego rana dotarliśmy do domu)
Podróż ta była niezwykle sentymentalna, bo w SHAPE spotkałam
moich nauczyli z liceum, w Paryżu podziwiałam uliczki, które znam na pamięć, a
w Marsylii piękny błękit i lazur!
![]() |
| W Paryżu :-) |
Jeszcze nie poukładałam sobie wszystkiego w głowie i sercu
po powrocie z Burundi, więc i sentymentalna europejska podróż czeka na swoją
kolej. Wiem jedno LUBIĘ PODRÓŻOWAĆ :-)
p.s. Dziękuję wszystkim, którzy odbyli tę podróż ze mną.
Dziękuję za wszystkie miłe słowa :-) Zachęcam do śledzenia bloga, bo choć wpisy
będą mniej systematycznie zamieszczane, to nadal będę chciała się dzielić moim
wrażeniami z podróży – małych i dużych.






