wtorek, 27 sierpnia 2013

Europejska objazdówka :-)

Witam po przerwie :-)

Myślałam o tym, by po Afryce skończyć pisanie, ale jak widać PISANIE WCIĄGA :-)
Myślałam, by zmienić adres, ale już mi to odradzono.

Zostaję więc na www.milenawafryce.blogspot.com choć chcę pisać jeszcze o innych moich podróżach. Dziś będzie o naszym szalonym tygodniu po Europie.

W siedem dni odwiedziliśmy Belgię, Francję, Włochy, Lichtenstein, Monako i Niemcy. Choć prawdę mówiąc część z tych państw po prostu przejechaliśmy…

Zacznę może od tego, że mój braciszek przyjechał po mnie do Brukseli w poprzednią niedzielę. Nasza trasa wyglądała mniej więcej tak:
- niedziela (Ressaix)
- poniedziałek (SHAPE)
- wtorek (Bruksela)
- środa (Paryż)
- czwartek (Marsylia)
- piątek (Marsylia, St. Tropez, Monte Carlo)
- sobota (Włochy, Francja, Lichtenstein)
- niedziela (z samego rana dotarliśmy do domu)

Podróż ta była niezwykle sentymentalna, bo w SHAPE spotkałam moich nauczyli z liceum, w Paryżu podziwiałam uliczki, które znam na pamięć, a w Marsylii piękny błękit i lazur!


W Paryżu :-)
Pod niebem Marsylii :-)
Jeszcze nie poukładałam sobie wszystkiego w głowie i sercu po powrocie z Burundi, więc i sentymentalna europejska podróż czeka na swoją kolej. Wiem jedno LUBIĘ PODRÓŻOWAĆ :-)
Piękno natury (gdzieś na trasie) :-)
p.s. Dziękuję wszystkim, którzy odbyli tę podróż ze mną. Dziękuję za wszystkie miłe słowa :-) Zachęcam do śledzenia bloga, bo choć wpisy będą mniej systematycznie zamieszczane, to nadal będę chciała się dzielić moim wrażeniami z podróży – małych i  dużych.

sobota, 17 sierpnia 2013

Ostatnia noc w Buyenzi :-)

Witam serdecznie (jeszcze z Burundi)!

Jest czwarta nad ranem, a ja już nie mogę spać. Ciepło, wręcz bardzo ciepło... 

Za osiem godzin będę na lotnisku, za dziesięć i pół mój samolot będzie opuszczał Burundi. 

Ca zabiorę ze sobą? 
  • garść wspomnień
  • gigabajty zdjęć
  • ciężką walizkę
...i tęsknotę. 

 
Chłopaki z Buyenzi - wieczorek pożegnalny w Ubuntu

czwartek, 15 sierpnia 2013

Pierwsze podsumowanie :-)



Jambo!

Czas zacząć podsumowanie mojego pobytu w Burundi, bo już w sobotę wylecę z powrotem do Europy.

Nauczyłam się:
- żyć wolniej (buhoro, buhoro!)
- zostawić pracę, by posiedzieć z kimś, kto akurat przyszedł (w sobotę zostawiłam pranie, by spędzić czas z Ernestem i Chantal)
- że można wyjść z domu w spodniach, które są już brudne :-)
- że jeśli jestem dwie minuty po godz.8, to nie jestem spóźniona, spóźnienie się zaczyna kiedy uczeń przyjdzie po nauczycielu :-)
- kochać ludzi tak bardzo innych ode mnie
- doceniać to co mam

Będzie mi brakowało:
- Bogusia (naszych rozmów o wszystkim, jego troski o mnie)
- całej bandy Ojców Białych, wszystkich siostrzyczek, braciszków i księży, których tu poznałam (tej normalnej, radosnej twarzy polskiego kościoła w Burundi!)
- Pawła (jego dobrego serca i jego dobrych ciast)
- Bernardowego „Bwakeye d’abord?” :-)
- Walterowego kapelusza i rozmów przy stole (między posiłkami)
- George’owego sprawdzania cukru i chwalenia się które z nas ma lepszy…
- Damienowego uśmiechu
- Hugo i jego rysującego się na twarzy podenerwowania
- Jeanine (gdyby nie ona, byłoby mi tu trudniej), jej maleństwa, które pokochałam jak swoje :-) …kocham dzieci, nie da się ukryć :-)
- moich uczniów, szczególnie moich chłopaków, z grupy zaawansowanej
- potwornie zimnego basenu w hotelu vice prezydenta
- gościnnego Buyenzi, w którym zawsze się czułam jak u siebie

Nie będę tęskniła:
- za „umuzungu” na każdym kroku
- za „fievre typhoide”, rewelacjami żołądkowymi i komarami, które straszą malarią :-)
- dziwnym zielskiem gotowanym przez naszego kucharza :-)

Mogłabym tę listę kontynuować, ale trzeba się jeszcze zająć przygotowaniem imprezy na zakończenie kursu.
Pozdrawiam,
Milena

p.s. Jeśli ktoś chciałby płytę DVD z koncertem chóru z kościoła w Buyenzi, to niech da znać… w taki sposób można realnie wspomóc ludzi stąd! Płyta nie jest droga, a zawsze będzie to jakiś wkład w polepszenie życia naszych – jakby nie było – współbraci w wierze :-)
Misiek brudny i zmęczony - wracamy do domu! :-)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Zdjęcia z podróży :-)

Kochani,
dzieje się dużo, ale nie za bardzo mam kiedy pisać :-) 
Obiecuję, że się poprawię... jakoś na dniach... 
A póki co kilka zdjęć z podróży.
Buziak, 
Milena 

Świnia na rowerze
Podjazd pod górkę :-)
Reklama stworzona przez... Polaków - "Jedna historia, jedno piwo" (na 50-lecie piwa Primus)

A tu tylko jeden przyczepiony :-)
Patent na dziurę w asfalcie - żeby nikt w nią nie wpadł, wkłada się jakieś gałęzie :-)
W drodze do pracy - te krówki i byczki spacerują po ryżu :-) Następnym razem jak pomyślicie o ryżu, przypomnijcie sobie tan widok :-)
Gitega - zaraz obok rynku (kobiety zawsze podróżują z tyłu... przyznam szczerze, że jeszcze kobiety prowadzącej rower nie widziałam)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Kirundo, Gasura i KAMARAMAGAMBO!


Amahoro! :-)


Zacznę od końca. W sobotę wieczorem przybyliśmy do Kamaramagambo! Sama nazwa jest już magiczna :-) Poranek i wczesne niedzielne popołudnie spędziliśmy w tym magicznym miejscu na północy Burundi. Może nie byłoby w tamtym miejscu nic specjalnego, gdyby nie Didace (ksiądz diecezjalny). Niesamowity człowiek, który zadbał o każdy szczegół naszego pobytu. Wyspałam się, zjadłam banany w marchewkowo-cebulowym sosie (oczywiście nie mówię o słodkich bananach), poznałam jego parafian (znów przemawiałam do tłumów po francusku), ale przede wszystkim podziwiałam podejście xDidace’a do zarządzania parafią – żelazną ręką z miłością. Mszę świętą zaczął równo o 10 :-) ...przywykłam już do afrykańskiego czasu, czyli wszystko przynajmniej pół godziny później, a tu zaskoczenie! Wszystko na czas! Didace przyzwyczaił swoich parafian do punktualności, bo szanuje swój czas i czas swoich parafian!
Z Didace'm i jeszcze jednym księdzem, którego imienia niestety nie pamiętam :-(
Kaplica dojazdowa w środku
Po Eucharystii byłam małą atrakcją turystyczną. Jak wyszłam z kościoła, to miałam całą grupkę dzieci, która podążała za mną. Nie są przyzwyczajeni do Europejczyków :-) …więc dzieciaki przywitały mnie entuzjastycznie, podając ręce i bacznie mi się przyglądając.
 
Dzieciaki i nie tylko :-) ...tak tak... oni się na mnie patrzą :-)
To teraz mogę wrócić do piątku i soboty. W piątkowe popołudnie wyruszyliśmy z naszego domu w Gitedze do Gasura (do Sióstr Karmelitanek od Dzieciątka Jezus). S.Claudine i s.Anesie oprowadziły mnie po szpitalu, w którym pracują, pokazały kościół prowadzony przez ksawerianów. 
Siostry z Gasura :-) (s.Anesie i s.Claudine)
Dom Sióstr Karmelitanek od Dzieciątka Jezus w Gasura
Kościół prowadzony przez Ksawerianów
W sobotę rano ruszyliśmy nad jezioro. Ptaków nie podziwialiśmy, bo spotkać je można tylko wcześnie rano i późno wieczorem :-) …za to posiedzieliśmy nad jeziorem, spotkaliśmy się z siostrami z lokalnego zgromadzenia Bene Tereziya i… kupiłam domek z papirusu!

Z siostrą Gaudiose nad Jeziorem Cohoha
Boguś z moim domkiem
Przy lokalnym piwku - nad Jeziorem Cohoha
Tak nam minął weekend. Rano znów do pracy.
Kolorowych snów i dobranoc!
IJORO RYIZA! TUZO SUBIRA!*

Milena

p.s. Kochani, jeśli czytając mojego bloga myślicie o przybyciu do Burundi, to dajcie mi znać :-) 


*Dobrej nocy! Do zobaczenia!