Jambo!
Czas zacząć podsumowanie
mojego pobytu w Burundi, bo już w sobotę wylecę z powrotem do Europy.
Nauczyłam się:
- żyć wolniej (buhoro, buhoro!)
- zostawić pracę, by
posiedzieć z kimś, kto akurat przyszedł (w sobotę zostawiłam pranie, by spędzić
czas z Ernestem i Chantal)
- że można wyjść z domu w
spodniach, które są już brudne :-)
- że jeśli jestem dwie
minuty po godz.8, to nie jestem spóźniona, spóźnienie się zaczyna kiedy uczeń
przyjdzie po nauczycielu :-)
- kochać ludzi tak bardzo
innych ode mnie
- doceniać to co mam
Będzie mi brakowało:
- Bogusia (naszych rozmów
o wszystkim, jego troski o mnie)
- całej bandy Ojców
Białych, wszystkich siostrzyczek, braciszków i księży, których tu poznałam (tej
normalnej, radosnej twarzy polskiego kościoła w Burundi!)
- Pawła (jego dobrego
serca i jego dobrych ciast)
- Bernardowego „Bwakeye
d’abord?” :-)
- Walterowego kapelusza i
rozmów przy stole (między posiłkami)
- George’owego sprawdzania
cukru i chwalenia się które z nas ma lepszy…
- Damienowego uśmiechu
- Hugo i jego rysującego
się na twarzy podenerwowania
- Jeanine (gdyby nie ona,
byłoby mi tu trudniej), jej maleństwa, które pokochałam jak swoje :-) …kocham
dzieci, nie da się ukryć :-)
- moich uczniów,
szczególnie moich chłopaków, z grupy zaawansowanej
- potwornie zimnego basenu
w hotelu vice prezydenta
- gościnnego Buyenzi, w
którym zawsze się czułam jak u siebie
Nie będę tęskniła:
- za „umuzungu” na każdym
kroku
- za „fievre typhoide”,
rewelacjami żołądkowymi i komarami, które straszą malarią :-)
- dziwnym zielskiem
gotowanym przez naszego kucharza :-)
Mogłabym tę listę kontynuować,
ale trzeba się jeszcze zająć przygotowaniem imprezy na zakończenie kursu.
Pozdrawiam,
Milena
p.s. Jeśli ktoś chciałby
płytę DVD z koncertem chóru z kościoła w Buyenzi, to niech da znać… w taki
sposób można realnie wspomóc ludzi stąd! Płyta nie jest droga, a zawsze będzie
to jakiś wkład w polepszenie życia naszych – jakby nie było – współbraci w
wierze :-)
![]() |
| Misiek brudny i zmęczony - wracamy do domu! :-) |











