Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gitega. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gitega. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 sierpnia 2013

Pierwsze podsumowanie :-)



Jambo!

Czas zacząć podsumowanie mojego pobytu w Burundi, bo już w sobotę wylecę z powrotem do Europy.

Nauczyłam się:
- żyć wolniej (buhoro, buhoro!)
- zostawić pracę, by posiedzieć z kimś, kto akurat przyszedł (w sobotę zostawiłam pranie, by spędzić czas z Ernestem i Chantal)
- że można wyjść z domu w spodniach, które są już brudne :-)
- że jeśli jestem dwie minuty po godz.8, to nie jestem spóźniona, spóźnienie się zaczyna kiedy uczeń przyjdzie po nauczycielu :-)
- kochać ludzi tak bardzo innych ode mnie
- doceniać to co mam

Będzie mi brakowało:
- Bogusia (naszych rozmów o wszystkim, jego troski o mnie)
- całej bandy Ojców Białych, wszystkich siostrzyczek, braciszków i księży, których tu poznałam (tej normalnej, radosnej twarzy polskiego kościoła w Burundi!)
- Pawła (jego dobrego serca i jego dobrych ciast)
- Bernardowego „Bwakeye d’abord?” :-)
- Walterowego kapelusza i rozmów przy stole (między posiłkami)
- George’owego sprawdzania cukru i chwalenia się które z nas ma lepszy…
- Damienowego uśmiechu
- Hugo i jego rysującego się na twarzy podenerwowania
- Jeanine (gdyby nie ona, byłoby mi tu trudniej), jej maleństwa, które pokochałam jak swoje :-) …kocham dzieci, nie da się ukryć :-)
- moich uczniów, szczególnie moich chłopaków, z grupy zaawansowanej
- potwornie zimnego basenu w hotelu vice prezydenta
- gościnnego Buyenzi, w którym zawsze się czułam jak u siebie

Nie będę tęskniła:
- za „umuzungu” na każdym kroku
- za „fievre typhoide”, rewelacjami żołądkowymi i komarami, które straszą malarią :-)
- dziwnym zielskiem gotowanym przez naszego kucharza :-)

Mogłabym tę listę kontynuować, ale trzeba się jeszcze zająć przygotowaniem imprezy na zakończenie kursu.
Pozdrawiam,
Milena

p.s. Jeśli ktoś chciałby płytę DVD z koncertem chóru z kościoła w Buyenzi, to niech da znać… w taki sposób można realnie wspomóc ludzi stąd! Płyta nie jest droga, a zawsze będzie to jakiś wkład w polepszenie życia naszych – jakby nie było – współbraci w wierze :-)
Misiek brudny i zmęczony - wracamy do domu! :-)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Zdjęcia z podróży :-)

Kochani,
dzieje się dużo, ale nie za bardzo mam kiedy pisać :-) 
Obiecuję, że się poprawię... jakoś na dniach... 
A póki co kilka zdjęć z podróży.
Buziak, 
Milena 

Świnia na rowerze
Podjazd pod górkę :-)
Reklama stworzona przez... Polaków - "Jedna historia, jedno piwo" (na 50-lecie piwa Primus)

A tu tylko jeden przyczepiony :-)
Patent na dziurę w asfalcie - żeby nikt w nią nie wpadł, wkłada się jakieś gałęzie :-)
W drodze do pracy - te krówki i byczki spacerują po ryżu :-) Następnym razem jak pomyślicie o ryżu, przypomnijcie sobie tan widok :-)
Gitega - zaraz obok rynku (kobiety zawsze podróżują z tyłu... przyznam szczerze, że jeszcze kobiety prowadzącej rower nie widziałam)

poniedziałek, 29 lipca 2013

Święcenia kapłańskie Amadeusza i gorące żródełko :-)



Witam po ponad tygodniowej przerwie,

Im dłużej tu jestem, tym bardziej przyzwyczajam się do tego miejsca. Coraz mniej mnie dziwi i muszę przyznać, że polubiłam Gitegę :-) W nocy z soboty na niedzielę śniło mi się, że tu zostałam.

Polubiłam to miejsce, bo coraz więcej ludzi tu znam. Choć nadal często słyszę „umuzungu”, to już tak bardzo mnie nie irytuje jak na początku.

W sobotę byłam na święceniach kapłańskich Amadeusza (tak naprawdę Amedee, ale ponieważ ten karmelita mówi bardzo dobrze po polsku, to i jego imię spolszczyliśmy :-). Zawsze mnie cieszą święcenia, bo potrzeba nam dobrych kapłanów!

Amedee z biskupem
Polski akcent - o.Sylwester i o.Bogusław
Przed założeniem ornatu
Burundi będzie mi się zawsze kojarzyło z wieloma zakonami, męskimi i żeńskimi, bo już wiele z nich odwiedziłam. Wciąż i na nowo zachwycam się radością, którą obserwuję w trakcie mszy świętej, podczas spotkań przy kawie, czy piwie. Zachwycają mnie ludzie poświęceni Bogu! Uderza mnie ich normalność i otwartość! Dziękuję Temu-Na-Górze za tych ludzi, których miałam okazję spotkać. 
Z Amadeuszem :-)
W niedzielę usłyszałam wiele słów, które mocno trafiły do mojego serca. Zacznę może od tych, które usłyszałam wieczorem: „Sama obecność wystarczy”. Bo choć nic nie załatwiliśmy, to przynajmniej się spotkaliśmy z Franciszkanami! Ileż w tym prawdy. I gdzie ta obecność w Europie? Polsce? Do życia najbardziej potrzeba drugiego człowieka, by mieć dla kogo i z kim żyć. Niby to takie oczywiste, a jak łatwo o tym zapomnieć.

Tyle o habitowcach :-)

Przejdźmy do mniej sakralnej części niedzieli...

W niedzielne poranko-popołudnie byliśmy przy źródle termalnym. Oboje z Bogusiem myśleliśmy, że to będzie jakieś duże miejsce… a tu…

Pralnia u źródła :-)
Kąpielisko :-)
Patience - córka Rvugusiego
Dzięki tej podróży miałam okazję poznać jeszcze bardziej Rvugusiego i jego rodzinę. Opowiadał o tym jak w trakcie wojny uciekał, o głodzie jakiego doświadczył… Po takich doświadczeniach można zamknąć się na drugiego człowieka, a można jak Rvugusi pomagać wszystkim, którzy są wokół niego. Krótka charakterystyka: facet w wieku koło 40+ lat (ale mogę się mylić), żonaty, ma tylko jedną córkę. Córka ma na imię Patience, bo długo na nią czekali. Jego dom jest pełen dzieci, bo w Afryce jeśli powodzi ci się dobrze, to kształcisz całą rodzinę. Razem z nim mieszkają córki jego siostry, czy innych kuzynek. Taki dobry wujek :-) Niesamowity człowiek, który umie się dzielić tym co ma.
Z Rvugusim i jego żoną
Piknik :-)

Panie Boże, naucz mnie takiej otwartości na drugiego człowieka jakiej dziś doświadczyłam od innych! Amen!

Całuję,
Milena




środa, 17 lipca 2013

KIRUNDI - lekcja pierwsza



Miriwe! 

Mija kolejny tydzień nauczania.

Od poniedziałku mam jeszcze jedną grupę. Poziom mocno początkujący! Ale po początkowych trudach, zaczęło się robić fajnie! Trzeba było znaleźć sposób… Mój sposób: SKACZEMY! Myślę, że są mocno zdziwieni, że nauczyciel skacze razem z nimi, ale już taka jestem! Lubię dziwić i szokować!

Dziś nauczyli mnie moi uczniowie jak powiedzieć: 
KOCHAM CIĘ – NDAGUKUNDA

Ja oczywiście nauczyłam ich też jak po polsku trzeba tę frazę wypowiedzieć i muszę przyznać, że pojętnych mam uczniów!

Oczywiście nauczyłam się innych bardzo użytecznych słów:
TYŁEK – IGISUSU
DUPA – INIO

Z takich, które może użyję od czasu do czasu:
BWAKEYE – DZIEŃ DOBRY (myślałam, że przez cały dzień ALE! tylko rano)

Jeden z uczniów (Hassan) przesłał mi Bluetoothem, dwie piosenki w języku kirundi. Słucham więc teraz burundyjskiego reggae :-)

Przed chwilą, po kolacji Louis (seminarzysta!) nauczył mnie jak powiedzieć:  
DOBRANOC – IJORO RYIZA

Kolorowych snów! Całuję w czółka,
Milena

p.s. jak tak dalej pójdzie, to poznam wszystkich seminarzystów, zakonników, księży i siostry zakonne w okolicy... Panie Boże, STARCZY! :-) 

Moja radosna twórczość nauczycielska
Basile, Wilson i Danny
Gdyby ktoś z Was chciał się trochę pouczyć języka kirundi to zapraszam na stronę http://angleterrerwanda.blogspot.com/2007/08/kinyarwanda.html to jest jedyna strona, na której znalazłam kilka użytecznych fraz w lokalnym języku. W Rwandzie, używa się tego samego języka co w Burundi.

piątek, 12 lipca 2013

Dziś pierwszy test!

Będę zamieszczała tutaj też zagadnienia, które zrealizowałam z moim pociechami. Zawsze będę mogła wrócić to tego co już zrobiłam :-) Mam nadzieję, że się nie zanudzicie na śmierć. 

1. tydzień: 
  • vocabulary: 
    • questions and answers: 
      • What's your name? 
      • How old are you? 
      • Where do you live?
      • Where do you come from?
      • How many brothers or sisters do you have? 
      • What time do you... (wake up, take a shower, brush your teeth, get dressed, have beakfast, go to bed)?
      • How are you?/How is life?/What's up? 
      • What do you do?
      • Who do you want to be in the future? 
      • What time is it?
    • alphabet, daily routines, jobs, days of the week, months, cardinal and ordinal numbers
  • grammar: verbs (to have, to be), Present Simple 
Moi uczniowie przy tablicy cz.1
Moi uczniowie przy tablicy cz.2

Test 1 - grupa zaawansowana

środa, 10 lipca 2013

Kurs języka angielskiego – ZACZYNAMY!


Witam serdecznie,

Będzie trochę o edukacji – w końcu to moja działka :-)

Po pożegnaniu Bużumbury, wyruszyliśmy wieczorem do Gitegi. 

Nasz załadowany po brzegi samochodzik - już w Gitedze :-)
W poniedziałek od rana zajęliśmy się kursem języka angielskiego. Od godziny ósmej przychodzili uczniowie, by się zapisać. Póki co utworzyliśmy dwie grupy: początkującą i zaawansowaną. Ta zaawansowana to młodzież na poziomie pre-intermediate (według testu poziomującego). Niestety w praktyce to znaczy tyle, że gramatykę kojarzą ale nie mówią za dużo.
Plakat informujący o kursie języka angielskiego (w języku kirundi)
Moja sala - jeszcze przed przesuwaniem ławek :-)
W tym miejscu może warto powiedzieć kilka słów na temat systemu edukacji w Burundi. Został on odziedziczony po rządach kolonialnych Belgii. By móc uczęszczać do szkoły średniej trzeba znać francuski, jest to czynnik ograniczający skolaryzację młodzieży. Niestety nie wszyscy są w stanie nauczyć się tego języka obcego. W szkole podstawowej, w zależności od jej rodzaju (prywatna czy państwowa), jest od 40 do 140 uczniów w klasie (!). Przy trzydziestce mi głos siada, więc nie wiem jak nauczyciele są w stanie dać sobie radę z ponad setką dzieci. To się raczej nie zmieni, bo zdecydowana część pieniędzy w budżecie Ministerstwa Edukacji pochodzi z Belgii i Francji.

Powiedziałam już, że póki co mamy dwie grupy. Boguś wziął tę bardzo (sic!) początkującą, ja tę (teoretycznie) zaawansowaną. Muszę przyznać szczerze, że bardzo mnie cieszą moi uczniowie. Nie mam ŻADNYCH problemów z dyscypliną. Wszyscy są chętni do nauki, choć trochę onieśmieleni. W klasie mam 15 osób, a nie czterdzieści albo sto. Mają bardzo ciekawe imiona, na przykład mam dziewczynkę która ma na imię Queen-Clara, chłopca o imieniu Parfait (co po francusku znaczy idealny), albo chłopca o imieniu Bienvenu (czyli witaj).
Pomoce naukowe cz.1
Pomoce naukowe cz.2
Wczoraj uczyliśmy się trochę o różnych zawodach. Trzy osoby chcą być nauczycielami języka angielskiego, trzy lekarzami, jeden kierowcą, jeden sprzedawcą… Wszystko to są marzenia. Może pomyślicie sobie, że jestem brutalna. Jestem! Przyszłość tych dzieci/tej młodzieży nie będzie różowa. Zapewne część z nich będzie skazana na bezrobocie. 

Gitega, to drugie co do wielkości miasto w Burundi. Mieszka tu około 100 tysięcy ludzi. Ludzie utrzymują się tu z pracy dorywczej i handlu. Większość ludzi mieszka w okolicznych wioskach, nawet jeśli znajdują utrzymanie w Gitedze. Od 2004 (czyli od czasu gdy przywrócono względny pokój) miasto się bardzo rozrasta, powstają nowe domy. W porze suchej (od maja do połowy sierpnia) ludzie wypalają cegłę domowym sposobem.

Moi uczniowie zadają ciekawe pytania:

  • gdzie jest Polska? 
  • jaki jest oficjalny język w Polsce? (o jakie było zdziwienie jak im powiedziałam, że język polski i żaden inny :-)  
  • jaka jest religia w Polsce, do jakiego Boga się modlimy? 
  • przy słowie „apple” – ile za kilogram trzeba zapłacić?
Moja najmłodsza uczennica ma 10 lat, a najstarszy uczeń 29.

Z radością uczę! Nadal odnajduję swoje powołanie w przekazywaniu wiedzy!
Lubię uczyć!

I na tym skończę dzisiaj.
Pozdrawiam Was serdecznie,
Milena

czwartek, 4 lipca 2013

Bienvenue chez les Africaines!



Witajcie wśród Afrykańczyków! 

Afryka, Burundi to przede wszystkim ludzie. Myślę, że do tego państwa można przyjechać tylko jeśli bardzo się kocha Boga, a przez to ludzi. Jako biała Europejka, przyzwyczajona do dobrobytu (!) nie chciałabym mieszkać w warunkach jakie od paru dni widuję.

Nadal nie umiem znaleźć słów, by opisać biedę i warunki w jakich żyją mieszkańcy Buyenzi (dzielnicy Bużumbury - stolicy!).

Boguś poprosił Jean-Claude’a (Hutu), by ten oprowadził mnie po „mojej” bużumburskiej dzielnicy. To co zobaczyłam tak bardzo mną wstrząsnęło, że właściwie nadal nie umiem o tym mówić. Odwiedziłam również siostrę Jean-Claude’a, która nie jest bardzo biedna (na standardy burundyjskie). Mieszka w pomieszczeniu dwa/trzy metry na trzy z kilkoma innymi osobami (ze swoimi dziećmi i mężem). Utrzymuje się z tego co sprzeda. Znaczy to tyle, że codziennie rano (przed wschodem słońca) idzie za miasto, by kupić owoce. Później wraca, by sprzedać, to co nabyła wcześniej. W taki oto sposób jest w stanie zapewnić sobie i swoim dzieciom jakieś utrzymanie. 

Dzieci z dzielnicy Buyenzi
W oddali widać rzeczkę, która była na poprzednim zdjęciu. A ta góra, to śmieci i ziemia. 
W Buyenzi (bardzo biednej dzielnicy) jest wiele meczetów. Ich przepych daje po oczach. Pieniądze na budowę części z nich przybyły z krajów arabskich. Często wokół meczetów powstają różnego rodzaju budynki, dla wyznawców Islamu. Z tych budynków i aktywności, które się w nich odbywają nie mogą korzystać wyznawcy innych religii.

Jean-Claude zaprowadził mnie też nad Jezioro Tanganika.

Mapa Burundi - Jean-Claude pokazywał mi gdzie jest Gitega :-)
Jezioro Tanganika za moimi plecami

Wczoraj rano przemieściłam się z Bużumbury do Gitegi (póki co tylko na dwa dni). Jak jechaliśmy miałam okazję podziwiać „pielgrzymki”, które udawały się do tegoż miasta (drugiego co do wielkości po Bużumburze). Jedni by sprzedać co się da, inni do szkoły, bo rok szkolny się tu przedłużył. Rząd nie wypłacał pensji nauczycielom, więc strajkowali. Teraz muszą odpracować ten czas.    

To właśnie w Gitedze będę uczyła. 

Wczoraj również poznałam Jeanine, która  będzie moim przewodnikiem i pomocą. Jeanine ma 33 lata i maleńką (6-cio miesięczną) córeczkę. Ma ją ciągle na plecach. Gdy dziś spacerowałyśmy po Gitedze, cały czas była z nami Akajanine*. 
Jeanine z córeczką o imieniu Cenny Dar (niestety nie zapamiętałam jak jej imię brzmi w kirundi)


Tyle na dziś. 

Dodam tylko, że już wczoraj odwiedziłam Centrum dla Młodych, w którym będę uczyła. Dziś wieczorem albo jutro rano wracam do Bużumbury na trzy dni. Od poniedziałku zacznę nauczanie. 

Buziaki, 
Milena  


*w Kirundi przedrostek „aka” znaczy mała :-)