Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2015

Radość...

…towarzyszy mi kiedy uczę. Obecna jest każdego dnia w pracy! Jednak jak każdy z nas, czasami potrzebuję odpoczynku, odetchnięcia, zwykłego wolnego dnia. Wtedy też mam więcej pomysłów, przypominam sobie o czym marzę i oddaję się planowaniu.

Obejrzałam ostatnio film „W głowie się nie mieści” (Inside Out) i po raz pierwszy mogę się utożsamić z postacią. Radość jest taka „moja”! Film polecam z całego <3 i planuję go jeszcze zobaczyć po polsku... a w nowym roku szkolnym zrobię zajęcia oparte na tym filmie :-) 

A póki co idę spać :-) 


niedziela, 14 lipca 2013

Karera i Musongati = bardzo dobry weekend



Witam po krótkiej przerwie,

Wróciłam z okolic Rutany, znad wodospadów Karera. Jakże piękne jest to miejsce! Boguś pokazuje mi Burundi z różnych stron, Wodospady Karera, na pewno należą do najpiękniejszych zakątków tego maleńkiego państwa. 
Pierwszy spacer, zaraz po przyjeździe nad wodospady
U podnóża tego samego wodospadu
Uśmiech mówi wszystko!

Nie umiem przelać na papier/klawiaturę komputera tych doznań estetycznych, których doświadczyłam. Był czas na prysznic pod wodospadem, był czas nauki języka kirundi z książką napisaną przez Ojców Białych, był czas na kontemplację piękna Bożego stworzenia, był też czas spotkania drugiego człowieka.

Przy wodospadach spotkaliśmy wielu białych ludzi, bo w sumie chyba tylko ich stać na odwiedziny w tym Parku wpisanym na listę Dziedzictwa Światowego UNESCO. Bilet wstępu kosztuje 10000 FBu ($1=1500 FBu) dla turysty spoza Burundi, 4000 dla obywateli tegoż pięknego państwa.

Myślę, że dla co poniektórych my biali jesteśmy nie lada atrakcją. Kiedy przysnęłam na jednej z półeczek wodospadu, obudziły mnie rozmowy i śmiech kobiet, które nie mogły się nadziwić widząc mnie opalającą się nad wodą. Mam czasami wrażenie, że Burundyjczycy sami odstraszają turystów, gapią się, krzyczą „muzungu”, jak widzą białego, to słychać „donne moi de l’argent” (daj mi pieniądze). Wiem, że są biedni. Ale! Gdzieś trudno mi zaakceptować fakt, że dla nich biały jest synonimem bogactwa. O, moja kochana Polsko! Na twojej ziemi należę do klasy średniej! Wiem, że nie zbawię świata, jeden Zbawiciel już był! Wciąż zadaję sobie jednak pytanie, jak im pomóc? Jak dać wędkę, a nie rybę? Boże jak ja Ci dziękuję, że urodziłam się w Polsce! W dobrobycie (sic!).

Tak bardzo bym chciała zrozumieć, tak bardzo bym chciała pokochać tych ludzi, to państwo! Tak bardzo bym chciała umieć dzielić się swoim bogactwem!

W sobotnie popołudnie dotarliśmy do Karmelitów z Musongati. Cóż to był za wieczór i cóż to była za niedziela! Tyle śmiechu! Tyle radości! Cóż za pozytywni ludzie! Czterech Karmelitów: Br. Ryszard, O. Zbigniew, O. Sylwester i O. Eliasz. Ciekawe towarzystwo! PROSTOTA – to słowo, które opisuje, myślę, że wiernie ich styl życia. A ile pogody ducha! Tak sobie myślę, że Pan Bóg musi mieć niesamowite poczucie humoru! Takich czterech pod jednym dachem!
 
Br.Ryszard i O.Zbigniew ;-)
Dostałam najlepszy pokój w ich domu. W tym pokoju mieszka biskup, jak przyjeżdża na wizytację :-) Jak ja się tam wyspałam! W porze suchej mają prąd przez jakieś trzy godziny wieczorem… więc może właśnie dlatego się wyspałam :-) …byłam odcięta od Internetu, moja polska karta sim nie działa od początku mojego pobytu w Burundi, burundyjska nie umie złapać sieci… chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu nic elektronicznego nie zabierało moich minut życia.
 
Widok z biskupiego okna :-)
Ogród Karmelitów
W Musongati znalazłam pokój i spokój.

I za to Temu-Na-Górze dziękuję.

A teraz idę sypiać, bo rano trzeba wstać do pracy!
Pozdrawiam bardzo ciepło,

sobota, 6 lipca 2013

Miriwe!/Bonsoir!/Good evening!/Dobry wieczór!


Będzie tylko kilka słów. W piątek pojechaliśmy do Bluebay Resort, które jest oddalone o 60km od Bużumbury. Miejsce niesamowite, czysta woda, piękny piasek, bazungu* w dużej ilości. Taka trochę enklawa, mały raj na ziemi.  

Idę sypiać!
Milena 

Bluebay nad Jeziorem Tanganika
Nad Jeziorem Tanganika
Moczę amataku** w Jeziorze Tanganika

* bazungu – w języku kirundi to liczba mnoga od „muzunkgu” (biały/biała)
** amataku - tyłek


Taka mała ciekawostka przyrodnicza: Bluebay Resort znajduje się bardzo blisko Resha Royal Imperial Hotel. Słowo „resha" pochodzi od czasownika „kuresha" - "zaręczyć się" (...ale o tym może kiedy indziej) :-)

czwartek, 4 lipca 2013

Bienvenue chez les Africaines!



Witajcie wśród Afrykańczyków! 

Afryka, Burundi to przede wszystkim ludzie. Myślę, że do tego państwa można przyjechać tylko jeśli bardzo się kocha Boga, a przez to ludzi. Jako biała Europejka, przyzwyczajona do dobrobytu (!) nie chciałabym mieszkać w warunkach jakie od paru dni widuję.

Nadal nie umiem znaleźć słów, by opisać biedę i warunki w jakich żyją mieszkańcy Buyenzi (dzielnicy Bużumbury - stolicy!).

Boguś poprosił Jean-Claude’a (Hutu), by ten oprowadził mnie po „mojej” bużumburskiej dzielnicy. To co zobaczyłam tak bardzo mną wstrząsnęło, że właściwie nadal nie umiem o tym mówić. Odwiedziłam również siostrę Jean-Claude’a, która nie jest bardzo biedna (na standardy burundyjskie). Mieszka w pomieszczeniu dwa/trzy metry na trzy z kilkoma innymi osobami (ze swoimi dziećmi i mężem). Utrzymuje się z tego co sprzeda. Znaczy to tyle, że codziennie rano (przed wschodem słońca) idzie za miasto, by kupić owoce. Później wraca, by sprzedać, to co nabyła wcześniej. W taki oto sposób jest w stanie zapewnić sobie i swoim dzieciom jakieś utrzymanie. 

Dzieci z dzielnicy Buyenzi
W oddali widać rzeczkę, która była na poprzednim zdjęciu. A ta góra, to śmieci i ziemia. 
W Buyenzi (bardzo biednej dzielnicy) jest wiele meczetów. Ich przepych daje po oczach. Pieniądze na budowę części z nich przybyły z krajów arabskich. Często wokół meczetów powstają różnego rodzaju budynki, dla wyznawców Islamu. Z tych budynków i aktywności, które się w nich odbywają nie mogą korzystać wyznawcy innych religii.

Jean-Claude zaprowadził mnie też nad Jezioro Tanganika.

Mapa Burundi - Jean-Claude pokazywał mi gdzie jest Gitega :-)
Jezioro Tanganika za moimi plecami

Wczoraj rano przemieściłam się z Bużumbury do Gitegi (póki co tylko na dwa dni). Jak jechaliśmy miałam okazję podziwiać „pielgrzymki”, które udawały się do tegoż miasta (drugiego co do wielkości po Bużumburze). Jedni by sprzedać co się da, inni do szkoły, bo rok szkolny się tu przedłużył. Rząd nie wypłacał pensji nauczycielom, więc strajkowali. Teraz muszą odpracować ten czas.    

To właśnie w Gitedze będę uczyła. 

Wczoraj również poznałam Jeanine, która  będzie moim przewodnikiem i pomocą. Jeanine ma 33 lata i maleńką (6-cio miesięczną) córeczkę. Ma ją ciągle na plecach. Gdy dziś spacerowałyśmy po Gitedze, cały czas była z nami Akajanine*. 
Jeanine z córeczką o imieniu Cenny Dar (niestety nie zapamiętałam jak jej imię brzmi w kirundi)


Tyle na dziś. 

Dodam tylko, że już wczoraj odwiedziłam Centrum dla Młodych, w którym będę uczyła. Dziś wieczorem albo jutro rano wracam do Bużumbury na trzy dni. Od poniedziałku zacznę nauczanie. 

Buziaki, 
Milena  


*w Kirundi przedrostek „aka” znaczy mała :-)

wtorek, 2 lipca 2013

Poniedziałkowe doświadczenia



Witam ponownie,

Teraz się mogę zająć poniedziałkiem.

Działo się wiele. Z Angelą (Kongijka) wybrałam się na spacer po przyległych dzielnicach. Spacerowałyśmy cztery godziny. Odwiedziłyśmy bazar z butami (filmik tutaj), pospacerowałyśmy również zobaczyć defiladę, ale się nie udało (miała się zacząć o 11, a do 12:30 się nic nie zaczęło dziać – ten afrykański czas). Zobaczyłam tylko bardzo dużo policji/wojska itp. i ich karabiny leżące na ulicy. Wszyscy czekali na prezydenta. Nie mogłam niestety zrobić zdjęcia, bo mi nie pozwolono, ale jak to broń i mundury, wszędzie wyglądają tak samo. No może mundury są tu bardziej granatowe. 

Feria bazarowych barw
Spożywcze klimaty c.d.
Mąka z manioku
Po południu, koło 17 odwiedziłyśmy polskie siostry. Ach ta polska gościnność. Kolacja była przepyszna. Pierwszy raz w życiu jadałam awokado z tuńczykiem. Przybył też polski karmelita, by odprawić mszę, więc miałam okazję uczestniczyć we mszy w moim ojczystym języku! Siostry Kanoniczki Ducha Świętego w Bużumburze prowadzą ośrodek zdrowia.

Już po zmroku wjechaliśmy na górę Kiriri, by zobaczyć miasto nocą. Pełno światełek.  
W nocy biedy nie widać.

Tyle na teraz. Postaram się jeszcze opisać wtorek, dzień w którym Jean-Claude (Hutu) oprowadził mnie po najbiedniejszych częściach Buyenzi. My w Polsce naprawdę nie wiemy co to bieda.

Pozdrawiam,
Milena

p.s. pytanie na dziś: na ile czujesz się odpowiedzialny za misje?

sobota, 29 czerwca 2013

pozdrowienia z BRUKSELI :-)


 
GORĄCO POZDRAWIAM (chociaż tu strasznie zimno! ale jeszcze doba i będzie mi ciepło) :-) 

Miałam szczere chęci, by zamieścić filmik, ale blog nie chciał współpracować. 
Polecam link powiązany z moim facebookiem (on mi nie odmówił)


I jeszcze jedno zdjęcie... Z dobrą kawą i belgijską czekoladką mogę wiele :-)