Witam
serdecznie,
Będzie
trochę o edukacji – w końcu to moja działka :-)
Po
pożegnaniu Bużumbury, wyruszyliśmy wieczorem do Gitegi.
W
poniedziałek od rana zajęliśmy się kursem języka angielskiego. Od godziny ósmej
przychodzili uczniowie, by się zapisać. Póki co utworzyliśmy dwie grupy:
początkującą i zaawansowaną. Ta zaawansowana to młodzież na poziomie
pre-intermediate (według testu poziomującego). Niestety w praktyce to znaczy
tyle, że gramatykę kojarzą ale nie mówią za dużo.
| Plakat informujący o kursie języka angielskiego (w języku kirundi) |
| Moja sala - jeszcze przed przesuwaniem ławek :-) |
W
tym miejscu może warto powiedzieć kilka słów na temat systemu edukacji w
Burundi. Został on odziedziczony po rządach kolonialnych Belgii. By móc
uczęszczać do szkoły średniej trzeba znać francuski, jest to czynnik
ograniczający skolaryzację młodzieży. Niestety nie wszyscy są w stanie nauczyć
się tego języka obcego. W szkole podstawowej, w zależności od jej rodzaju (prywatna
czy państwowa), jest od 40 do 140 uczniów w klasie (!). Przy trzydziestce mi
głos siada, więc nie wiem jak nauczyciele są w stanie dać sobie radę z ponad
setką dzieci. To się raczej nie zmieni, bo zdecydowana część pieniędzy w
budżecie Ministerstwa Edukacji pochodzi z Belgii i Francji.
Powiedziałam
już, że póki co mamy dwie grupy. Boguś wziął tę bardzo (sic!) początkującą, ja
tę (teoretycznie) zaawansowaną. Muszę przyznać szczerze, że bardzo mnie cieszą
moi uczniowie. Nie mam ŻADNYCH problemów z dyscypliną. Wszyscy są chętni do
nauki, choć trochę onieśmieleni. W klasie mam 15 osób, a
nie czterdzieści albo sto. Mają bardzo ciekawe imiona, na przykład mam
dziewczynkę która ma na imię Queen-Clara, chłopca o imieniu Parfait (co po
francusku znaczy idealny), albo chłopca o imieniu Bienvenu (czyli witaj).
| Pomoce naukowe cz.1 |
| Pomoce naukowe cz.2 |
Wczoraj
uczyliśmy się trochę o różnych zawodach. Trzy osoby chcą być nauczycielami
języka angielskiego, trzy lekarzami, jeden kierowcą, jeden sprzedawcą… Wszystko
to są marzenia. Może pomyślicie sobie, że jestem brutalna. Jestem! Przyszłość
tych dzieci/tej młodzieży nie będzie różowa. Zapewne część z nich będzie
skazana na bezrobocie.
Gitega, to drugie co do wielkości miasto w Burundi.
Mieszka tu około 100 tysięcy ludzi. Ludzie utrzymują się tu z pracy dorywczej i
handlu. Większość ludzi mieszka w okolicznych wioskach, nawet jeśli znajdują
utrzymanie w Gitedze. Od 2004 (czyli od czasu gdy przywrócono względny pokój)
miasto się bardzo rozrasta, powstają nowe domy. W porze suchej (od maja do
połowy sierpnia) ludzie wypalają cegłę domowym sposobem.
Moi
uczniowie zadają ciekawe pytania:
- gdzie jest Polska?
- jaki jest oficjalny język w Polsce? (o jakie było zdziwienie jak im powiedziałam, że język polski i żaden inny :-)
- jaka jest religia w Polsce, do jakiego Boga się modlimy?
- przy słowie „apple” – ile za kilogram trzeba zapłacić?
Moja
najmłodsza uczennica ma 10 lat, a najstarszy uczeń 29.
Z
radością uczę! Nadal odnajduję swoje powołanie w przekazywaniu wiedzy!
Lubię uczyć!
Lubię uczyć!
I
na tym skończę dzisiaj.
Pozdrawiam
Was serdecznie,
Milena
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz