Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościuszko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościuszko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lutego 2017

Z pamiętnika młodej nauczycielki... c.d.

Dawno mnie tu nie było. Czy przestałam uczyć? Chyba nie trudno zgadnąć, że nie :-) 

Nauczania potrzebuję jak powietrza. Dzięki wakacjom odpoczęłam i nabrałam chęci do działania. 

W tym roku szkolnym był już EuroWeek...  

EuroWeek
...była wizyta studyjna młodzieży z Izraela. Moi uczniowie mnie ujęli swoim zaangażowaniem i chęcią rozmowy z gośćmi. Ja miałam okazję poznać bardzo fajną nauczycielkę, która przyjechała razem z młodzieżą. Super są takie spotkania, bo nagle się okazuje, że jesteśmy tacy do siebie podobni :-) 

Młodzież LILO i szkoły z Izraela

Wizyta młodzieży z Izraela


…a we wtorek była wizyta w radiu Tok FM. I jak tu nie robić rzeczy, które się kocha?! 

Odsłuchać można na stronie radia klikając tu <3

wtorek, 21 czerwca 2016

Fajne momenty w roku szkolnym 2015/2016 - EuroWeek

Tak sobie myślę…
…nie było tylko kijowo :-) 


Było również fajnie. Zaczęło się od wyjazdu na EuroWeek z cudowną siódemką uczniów. I gdyby nie widmo ewaluacji zewnętrznej, to bawiłabym się wyśmienicie… wait! Ja się bawiłam wyśmienicie :-) Poznałam ciekawych nauczycieli z innych stron Polski i nawet się z nimi (a raczej z jednym) zakolegowałam i mam nadzieję, że się kiedyś jeszcze spotkamy na EuroWeeku. 

EuroWeekowi nauczyciele :-)
 
Cała idea tego tygodniowego wyjazdu jest niezwykła. Zacznę od ekonomicznej części. Wyjazd jest po prostu tani. Za 5 dni z przejazdem, wyżywieniem i noclegiem wyszło nam 400zł od osoby. Udało mi się upolować tańsze bilety na pendolino, więc dzieciaki były zachwycone! 

Pięć dni z wolontariuszami z całego świata, możliwością porozmawiania po angielsku i ćwiczeniami umiejętności miękkich. Szkoda, że za moich licealnych czasów nie było takich możliwości.

Na przyszły rok szkolny też montuję ekipę :-) tym razem dziesięć osób z obecnych klas pierwszych chce ze mną jechać :-) 



Trochę goryczy na koniec roku :-)


Dawno mnie tu nie było.
A skoro mam chwilę, to coś napiszę :-) 

Kolejny rok szkolny dobiega końca. Trzeba zamknąć rozdział i ruszyć dalej. Chyba pierwszy raz nie czuję nostalgii. Cieszę się, że to już koniec. Dawno nie byłam tak zmęczona. I choć co roku sobie powtarzam, że będę mniej pracowała, to co roku popełniam ten błąd i dodaję do swoich obowiązków kolejne… Może gdybym zarabiała tak jak piszą media, to wystarczyłyby mi godziny w liceum, a za pieniądze zarobione w ciągu roku szkolnego, mogłabym wyjechać na fajne wakacje. 

To będzie wpis przepełniony goryczą i trochę żalem do społeczeństwa. Ale jak raz to napiszę, to mi przejdzie i będę mogła się skupić na dobrych rzeczach, których  było nieskończenie więcej niż tych przykrych. 

Nie będę tęskniła:
- za roszczeniową postawą niektórych uczniów
- za brakiem kultury osobistej rozpuszczonych dzieciaków
- za wymaganiami nieprzystającymi do wysokości mojego wynagrodzenia

Te wszystkie przemyślenia pojawiają się pod wpływem pracy w liceum, które sprawia, że zaczynam odczuwać wypalenie zawodowe. Są tu dzieci, które wiecznie trzeba ciągnąć, które same z siebie nic nie chcą. Jeśli ktoś jeszcze kiedyś mi powie, że praca z młodzieżą jest TYLKO przyjemna, to chyba komuś zrobię krzywdę. Tak, jest przyjemna. Powinnam raczej napisać, że BYWA przyjemna jeśli pracuje się z ludźmi którym się chce, a mam wrażenie, że z roku na rok coraz trudniej o takie dzieci.

Wyżaliłam się. Następny wpis będzie już optymistyczny ;-) 


niedziela, 18 października 2015

Niespodziewane spotkania :-)

Czasami można podróżować nie ruszając się z miejsca :-) 

W tym tygodniu miałam dwie takie podróże. Pierwsza za sprawą uczniów z Izraela, którzy odwiedzili szkołę w której uczę. a druga za sprawą małżeństwa z Nowego Jorku, które poznałam w Częstochowie.

Spotkanie z uczniami z Izraela było bardzo krótkie ale pełne radości i niespodzianek. Więcej zdjęć na facebooku LI LO

Moi uczniowie, uczniowie z Izraela, ich nauczycielka i ja 

Drugie spotkanie trwało tyle ile obiad w restauracji :-) Od chęci pomocy do wizyty w Nowym Jorku może nie być daleko. Zaczęło się od tego, że usłyszałam jak Sylvie (bo tak się nazywała ta Amerykanka) pyta kelnerkę o godzinę zamknięcia klasztoru. I tak od słowa do słowa, wymieniłyśmy się adresami... i kto wie, może się spotkamy w Nowym Jorku <3