Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impreza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impreza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2013

Dzień pierwszy



Kochani!

Dzisiaj się tyle działo, że nie wiem od czego zacząć. Może więc zacznę od dnia wczorajszego :-)

Przyleciałam do Bużumbury po południu 30. lipca 2013. Boguś (mój kuzyn, który jest Ojcem Białym – Misjonarzem Afryki) przyjechał po mnie na lotnisko. Lot z Brukseli do Addis Abeby (z postojem w Paryżu) przebiegł bez większych turbulencji. To w Addis Abebie trochę się zgubiłam (czekałam na nie na tym terminalu co trzeba, ale na czas się zorientowałam i jeszcze na ponad godzinę przed odlotem dotarłam na ten właściwy. Z Addis Abeby już bez przygód dotarłam do Bużumbury (z postojem w Kigali). 

Lotnisko w Addis Abebie - miejsce do modlitwy (dla kobiet na lewo, dla mężczyzn na prawo)
 
Ciekawostka przyrodnicza na lotnisku w Addis Abebie
Gdy doleciałam do Bużumbury, od razu trafiłam na imprezę :-) Jeden z Ojców Białych i jeszcze jeden ksiądz świętowali pięćdziesięciolecie kapłaństwa. A to oczywiście było dobrym pretekstem do prezentacji wszystkich grup działających przy parafii. O jakże innej niż ta polska! Działa tutaj kilka chórów, ludzie przychodzą tu wieczorami, by się spotkać z przyjaciółmi, by się pouczyć przy bibliotece (bo w domach nie mają prądu), poćwiczyć aerobic (choć w to jakoś mi trudno uwierzyć, a nie mam pewności, że Boguś mnie nie wkręca). W tym miejscu powinnam powiedzieć, że mieszkam w jednej z najbiedniejszych dzielnic Bużumbury, to tu w Buyenzi Ojcowie Biali wybudowali parafię, w dzielnicy, w której dominują muzułmanie, a swoje modlitwy zaczynają o 4:30 rano. Nie sposób tego nie usłyszeć!

Dzisiaj natomiast jest Święto Niepodległości (51. rocznica), co oczywiście nie zmienia faktu, że grupy parafialne przyszły na przykład poćwiczyć chóralne śpiewy. To co mnie zaskakuje, to fakt, że wokół parafii jest życie. Pomijam motywy, bo zapewne nie zawsze są one szczere, ale cały czas jest tu ktoś, by coś robić. Tu ważne są relacje. Na pierwszym miejscu jest człowiek. Nawet rozmawiając przez telefon, najpierw trzeba zapytać co słychać, a dopiero później załatwić sprawę. Coś co dla mnie wydaje się być kurtuazją (zbędną?), dla nich jest niezwykle ważne. Jeszcze wiele się od Burundyjczyków muszę nauczyć. 
Wszyscy chcą zobaczyć defiladę!
Napisałabym więcej, ale gdy posty są za długie mój braciszek odkłada ich czytanie na później :-) (Marcinku! Pozdrawiam!)

Buziaki,
Milena

p.s. słowa, które już znam: murakoze – dziękuję; umuzungu – biała (jak się to słowo rozłoży na czynniki pierwsze, to znaczy „ma wszystko”) Znałam jeszcze jedno, ale już mi wyleciało :-)

niedziela, 30 czerwca 2013

Już na miejscu...

Dziś będzie krótko. 
Dojechałam. Jestem zmęczona. Idę spać. 


Burundi z lotu ptaka
Po wyjściu z samolotu - budynek lotniska
Mój pokój na najbliższe parę dni (póki nie przeniosę się do Gitegi)
Dziewczynka, która sprawdzała kto ja jestem :-)