Kochani!
Dzisiaj
się tyle działo, że nie wiem od czego zacząć. Może więc zacznę od dnia
wczorajszego :-)
Przyleciałam
do Bużumbury po południu 30. lipca 2013. Boguś (mój kuzyn, który jest Ojcem
Białym – Misjonarzem Afryki) przyjechał po mnie na lotnisko. Lot z Brukseli do
Addis Abeby (z postojem w Paryżu) przebiegł bez większych turbulencji. To w
Addis Abebie trochę się zgubiłam (czekałam na nie na tym terminalu co trzeba,
ale na czas się zorientowałam i jeszcze na ponad godzinę przed odlotem dotarłam
na ten właściwy. Z Addis Abeby już bez przygód dotarłam do Bużumbury (z
postojem w Kigali).
| Lotnisko w Addis Abebie - miejsce do modlitwy (dla kobiet na lewo, dla mężczyzn na prawo) |
Gdy
doleciałam do Bużumbury, od razu trafiłam na imprezę :-) Jeden z Ojców Białych
i jeszcze jeden ksiądz świętowali pięćdziesięciolecie kapłaństwa. A to
oczywiście było dobrym pretekstem do prezentacji wszystkich grup działających
przy parafii. O jakże innej niż ta polska! Działa tutaj kilka chórów, ludzie
przychodzą tu wieczorami, by się spotkać z przyjaciółmi, by się pouczyć przy
bibliotece (bo w domach nie mają prądu), poćwiczyć aerobic (choć w to jakoś mi
trudno uwierzyć, a nie mam pewności, że Boguś mnie nie wkręca). W tym miejscu
powinnam powiedzieć, że mieszkam w jednej z najbiedniejszych dzielnic
Bużumbury, to tu w Buyenzi Ojcowie Biali wybudowali parafię, w dzielnicy, w
której dominują muzułmanie, a swoje modlitwy zaczynają o 4:30 rano. Nie sposób
tego nie usłyszeć!
Dzisiaj
natomiast jest Święto Niepodległości (51. rocznica), co oczywiście nie zmienia
faktu, że grupy parafialne przyszły na przykład poćwiczyć chóralne śpiewy. To
co mnie zaskakuje, to fakt, że wokół parafii jest życie. Pomijam motywy, bo
zapewne nie zawsze są one szczere, ale cały czas jest tu ktoś, by coś robić.
Tu ważne są relacje. Na pierwszym miejscu jest człowiek. Nawet rozmawiając
przez telefon, najpierw trzeba zapytać co słychać, a dopiero później załatwić
sprawę. Coś co dla mnie wydaje się być kurtuazją (zbędną?), dla nich jest
niezwykle ważne. Jeszcze wiele się od Burundyjczyków muszę nauczyć.
| Wszyscy chcą zobaczyć defiladę! |
Napisałabym
więcej, ale gdy posty są za długie mój braciszek odkłada ich czytanie na
później :-) (Marcinku! Pozdrawiam!)
Buziaki,
Milena
p.s.
słowa, które już znam: murakoze
– dziękuję; umuzungu
– biała (jak się to słowo rozłoży na czynniki pierwsze, to znaczy „ma
wszystko”) Znałam jeszcze jedno, ale już mi wyleciało :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz