Zbliża się koniec roku. Czas na podsumowania, przemyślenia i
życzenia…
Kończy się rok, który dla mnie jest czasem spełniania
największych marzeń. W styczniu był nasz ślub, w październiku narodziny naszego
synka i choć to dopiero początek naszej małżeńskiej i rodzicielskiej drogi, to
już się cieszę na każdy kolejny moment. Dziś usłyszałam pytanie, czy kiedy
wstaję w nocy do synka, to myślę o tym jak bardzo go kocham? Odpowiedź jest
prosta: nie. Jak wstaję w nocy, by go nakarmić czy przewinąć to jestem bardzo
zmęczona i tylko odliczam czas, by Michał znów usnął. Ale nie wstawałabym w
nocy, gdybym go nie kochała. Ot, i cała filozofia!
Na początek dziękuję Bogu, że odpowiada na pragnienia serca.
Moim największym pragnieniem zawsze było mieć rodzinę. <3
Dziękuję mojemu mężowi za cierpliwość, determinację i
troskę. Bez niego byłoby ciężko przejść przez okołoporodowe przygody szpitalne.
Bez jego determinacji, nie byłoby „nas”.
Dziękuję każdej osobie, która potrafi się cieszyć naszym szczęściem,
tym wszystkim, którzy nam pomogli jak się urodził nasz synek… Dziękuję przede
wszystkim za obecność, dobre słowo i górę ciuszków dla naszego malca.
I przyszedł czas na życzenia. Życzę Wam samego dobra, wielu
łask od Najwyższego i cierpliwości, bo to towar deficytowy. Buziak <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz